Jeśli mieliście nadzieję, że porzuciłam bloga, to muszę Was zmartwić... Długo mnie tu nie było, za co przepraszam i nie mam niczego na swoje usprawiedliwienie, wynagrodzić mogę Wam to jedynie nowymi przepisami, a tych się trochę zebrało :) Dziś pomysł spontaniczny - w zasadzie miałam zrobić szybką, najprostszą "chińszczyznę", ale w trakcie przypomniało mi się o kupionej dawno temu i zapomnianej puszce mleka kokosowego. Tak z dania poniekąd chińskiego wyszło poniekąd tajskie. Lekko fusion, lekko orientalnie, słodko i ostro równocześnie. Wspaniałe połączenie, które warto wypróbować w swojej kuchni :)
Składniki:
- 500 g mięsa z kurczaka
- opakowanie mrożonych chińskich warzyw
- puszka mleka kokosowego
- olej kokosowy / rzepakowy
- curry
- sos sojowy
- słodka papryka
- czosnek granulowany
- chilli w proszku
- sól, pieprz
- opcjonalnie: imbir
Najpierw mięso. W zasadzie dowolne, choć kurczaka przyrządza się najszybciej, pociachane w kostkę i zamarynowane w sosie sojowym, słodkiej papryce, czosnku, curry, soli i pieprzu z dodatkiem niewielkiej ilości oleju. Jeśli macie kokosowy, używamy kokosowego, jeśli nie macie, to żadna strata, użyjcie tego, który jest (byle nie oliwy z oliwek!). Czas marynowania jest w zasadzie dowolny, jeśli bardzo Wam się spieszy to mięso może nawet od razu lądować na głębokiej patelni. Albo woku, o ile posiadacie. Gdy mięso będzie podsmażone, wrzucamy warzywa, smażymy razem przez kilka minut, a gdy nabiorą temperatury i sprężystości zalewamy całość gorącą wodą, tak, by kurczak i warzywa były zakryte, a następnie dusimy, od czasu do czasu mieszając, aż woda wyparuje.
Teraz nadchodzi pora na gwiazdę wieczoru - mleko kokosowe. Dowiedziałam się, że w niskich temperaturach zmienia ono swoją konsystencję na całkowicie stałą, dlatego warto przed otwarciem zanurzyć puszkę na kilka minut w gorącej wodzie, wtedy wróci do formy płynnej.
Gdy mleko jest już na patelni, gotujemy wszystko razem, dajmy mu też lekko odparować. Doprawiamy do smaku wszystkim tym, czego używaliśmy do marynaty, a dodatkowo chilli i opcjonalnie imbirem - według uznania. Moim zdaniem chilli nie warto żałować, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku ;) Można użyć także świeżego, jeśli macie. Gdy całość lekko zgęstnieje, nasza namiastka tajskiego obiadu jest gotowa :) Podajemy z ryżem.
Smacznego!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez laktozy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez laktozy. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 17 listopada 2016
sobota, 23 kwietnia 2016
Zupa krem z brokułów z jogurtem naturalnym
Miewacie problem z pomysłami na wykorzystanie rosołu z poprzedniego dnia? Ja też, dlatego zabrałam się za modyfikowanie starych przepisów. Dawno, dawno temu wrzucałam Wam pomysł na zupę krem z brokułów z serkiem topionym, dziś odchudzona wersja :)
Składniki:
- 500 g brokułów
- dwie cebule
- opakowanie jogurtu naturalnego
- 1,5 litra bulionu
- 1 marchewka
- kawałek czerwonej papryki
- łyżka oleju kokosowego
- mielona słodka papryka
- sól, pieprz
Opcjonalnie:
- por
- chilli
- jogurt naturalny do dekoracji
Jak zawsze będzie szybko i łatwo - cebulę kroimy w dużą kostkę, podsmażamy w garnku na oleju kokosowym, po czym zalewamy bulionem. Ja swój przyrządzałam tak jak tutaj. Wrzuciłam również machewkę, pora i paprykę z rosołu, ale można użyć surowych. Gdy bulion się zagotuje dodajemy brokuły.
Jak długo gotować? Aż brokuły będą miękkie :) Powinno to zająć ok. 20-30 minut. Po tym czasie zdejmujemy zupę z palnika, czekamy aż przestygnie, po czym blendujemy na gładką masę (kilka brokułów można wyjąć do dekoracji) i grzejemy na nowo. Gdy się zagotuje doprawiamy do smaku solą i pieprzem, opcjonalnie także chilli, wyłączamy gaz i wlewamy zahartowany jogurt naturalny. Naszą zupę podajemy posypaną słodką papryką z kleksem jogurtu.
Smacznego!
Składniki:
- 500 g brokułów
- dwie cebule
- opakowanie jogurtu naturalnego
- 1,5 litra bulionu
- 1 marchewka
- kawałek czerwonej papryki
- łyżka oleju kokosowego
- mielona słodka papryka
- sól, pieprz
Opcjonalnie:
- por
- chilli
- jogurt naturalny do dekoracji
Jak zawsze będzie szybko i łatwo - cebulę kroimy w dużą kostkę, podsmażamy w garnku na oleju kokosowym, po czym zalewamy bulionem. Ja swój przyrządzałam tak jak tutaj. Wrzuciłam również machewkę, pora i paprykę z rosołu, ale można użyć surowych. Gdy bulion się zagotuje dodajemy brokuły.
Jak długo gotować? Aż brokuły będą miękkie :) Powinno to zająć ok. 20-30 minut. Po tym czasie zdejmujemy zupę z palnika, czekamy aż przestygnie, po czym blendujemy na gładką masę (kilka brokułów można wyjąć do dekoracji) i grzejemy na nowo. Gdy się zagotuje doprawiamy do smaku solą i pieprzem, opcjonalnie także chilli, wyłączamy gaz i wlewamy zahartowany jogurt naturalny. Naszą zupę podajemy posypaną słodką papryką z kleksem jogurtu.
Smacznego!
piątek, 15 kwietnia 2016
Szybkie śniadanie - jogurt naturalny na słodko
Witajcie w kolejnej odsłonie mojego cyklu pomysłów na szybkie śniadania :) Dziś osłodzimy sobie życie, bajecznie łatwo przemieniając nudny jogurt naturalny w słodki i smaczny posiłek.
Składniki:
- małe opakowanie jogurtu naturalnego (mój jak zwykle bez laktozy)
- dwie łyżeczki ulubionego dżemu lub konfitury (u mnie z czarnej porzeczki)
- 3/4 łyżeczki miodu
- owoce do dekoracji (opcjonalnie)
Nie ma tu zbyt wiele do opisywania - wszystkie składniki wystarczy ze sobą połączyć i gotowe :)
Na koniec możemy dodać na górę ulubione owoce, ja akurat miałam pod ręką kiwi. To zdecydowanie najszybsze śniadanie w tej serii, ale gwarantuję Wam, że warto je przygotować :) Jeśli Wasz dżem jest słodki, możecie użyć mniej miodu.Smacznego!
niedziela, 3 kwietnia 2016
Ciasto budyniowe bez laktozy i bez pieczenia
Pamiętacie ciasto rafaello? Nie osiadam na laurach w temacie bezlaktozowych ciast :) Żeby było zdrowiej, posłodziłam swój budyń fruktozą, ale tak naprawdę nie ma znaczenia, jakiego słodzika czy też cukru użyjecie. Pamiętajcie jednak, by przy wyborze czekolady sprawdzić skład, bo paradoksalnie nie każda gorzka jest bezlaktozowa... Inspirowałam się tym przepisem, tam znajdziecie również wskazówki, jak zrobić to ciacho bez glutenu. Wybrałam budyń waniliowy, ale myślę, że z czekoladowym też wyjdzie pyszne :) Herbatniki to u mnie klasyczne małe, niegdyś nazywane Be Be, teraz występujące pod milionem nazw, ale użyć równie dobrze możecie innych. Ilość zależna jest od rozmiarów blaszki.
Składniki:
- dwa opakowania budyniu waniliowego
- 3 łyżki fruktozy
- ok. 800 ml mleka bezlaktozowego
- wybrane herbatniki
Polewa:
- tabliczka gorzkiej czekolady
- 2 łyżki oleju kokosowego
Przygotowanie naszego ciasta jest niezwykle szybkie - przygotowujemy budyń zgodnie z instrukcją na opakowaniu, ale dodając mniej mleka niż kazali. Słodzimy fruktozą i dajemy mu przestygnąć. W tym czasie układamy nasze herbatniki na spodzie blaszki / innego naczynia (jak widzicie, ja użyłam żaroodpornego, bo akurat miałam pod ręką :D), po czym wylewamy połowę budyniu. Na to idzie kolejna warstwa herbatników, kolejna budyniu i znów herbatniki.
Odstawiamy całość do lodówki by trochę stężało, po czym zabieramy się za polewę, do przygotowania której użyjemy kąpieli wodnej. Do miski wrzucamy pokruszoną czekoladę i olej kokosowy, po czym stawiamy ją na garnku z wrzącą wodą i cały czas mieszając rozpuszczamy na jednolitą masę.
Teraz wystarczy już tylko polać ciasto czekoladą, schować do lodówki i uzbroić się w cierpliwość, bo najlepsze jest następnego dnia :)
Smacznego!
Składniki:
- dwa opakowania budyniu waniliowego
- 3 łyżki fruktozy
- ok. 800 ml mleka bezlaktozowego
- wybrane herbatniki
Polewa:
- tabliczka gorzkiej czekolady
- 2 łyżki oleju kokosowego
Przygotowanie naszego ciasta jest niezwykle szybkie - przygotowujemy budyń zgodnie z instrukcją na opakowaniu, ale dodając mniej mleka niż kazali. Słodzimy fruktozą i dajemy mu przestygnąć. W tym czasie układamy nasze herbatniki na spodzie blaszki / innego naczynia (jak widzicie, ja użyłam żaroodpornego, bo akurat miałam pod ręką :D), po czym wylewamy połowę budyniu. Na to idzie kolejna warstwa herbatników, kolejna budyniu i znów herbatniki.
Odstawiamy całość do lodówki by trochę stężało, po czym zabieramy się za polewę, do przygotowania której użyjemy kąpieli wodnej. Do miski wrzucamy pokruszoną czekoladę i olej kokosowy, po czym stawiamy ją na garnku z wrzącą wodą i cały czas mieszając rozpuszczamy na jednolitą masę.
Teraz wystarczy już tylko polać ciasto czekoladą, schować do lodówki i uzbroić się w cierpliwość, bo najlepsze jest następnego dnia :)
Smacznego!
środa, 2 marca 2016
Makaron ze szpinakiem i serkiem wiejskim
Pamiętacie, jak wspominałam Wam o bezlaktozowym serku wiejskim? Kupiłam ich wtedy więcej, co dało mi niezłe pole do popisu :) Jednym z moich pierwszych pomysłów było zrobienie błyskawicznej i dietetycznej wersji makaronu z serem (najlepiej pleśniowym, mmm...) i szpinakiem, za którym przepadam. Efekt jest nieco inny niż się spodziewałam, ale równie dobry, a do tego nie powoduje wyrzutów sumienia ;) Z podanych składników wyjdą nam dwie duże lub trzy małe porcje.
Składniki:
- 0,5 opakowania mrożonego szpinaku
- 1 opakowanie serka wiejskiego
- 200 g makaronu pełnoziarnistego (u mnie penne)
- łyżka oleju kokosowego
- czosnek granulowany
- gałka muszkatołowa
- czerwona słodka papryka
- sól, pieprz
Lista składników uboga, co może wskazywać tylko na jedno - będzie szybko i łatwo :) Na początku wstawiamy makaron - pamiętajcie, że pełnoziarnisty gotuje się dłużej od białego, tymczasem nasz sos jest błyskawiczny, więc trzeba te czasy w miarę możliwości wyrównać. Gdy makaron się gotuje, na roztopiony olej kokosowy wrzucamy szpinak, a gdy się rozmrozi, dodajemy przyprawy - jak zwykle dużo czosnku, do tego ok. łyżeczki gałki, tyle samo słodkiej papryki, no i sól i pieprz do smaku. Następnie wlewamy serek wiejski.
Całość mieszamy aż do momentu, w którym serek się rozpuści, a nadmiar płynu odparuje, doprawiamy w razie potrzeby jeszcze raz do smaku, wrzucamy makaron i już :) Gotowe danie możemy posypać odrobiną słodkiej papryki.
Smacznego!
Składniki:
- 0,5 opakowania mrożonego szpinaku
- 1 opakowanie serka wiejskiego
- 200 g makaronu pełnoziarnistego (u mnie penne)
- łyżka oleju kokosowego
- czosnek granulowany
- gałka muszkatołowa
- czerwona słodka papryka
- sól, pieprz
Lista składników uboga, co może wskazywać tylko na jedno - będzie szybko i łatwo :) Na początku wstawiamy makaron - pamiętajcie, że pełnoziarnisty gotuje się dłużej od białego, tymczasem nasz sos jest błyskawiczny, więc trzeba te czasy w miarę możliwości wyrównać. Gdy makaron się gotuje, na roztopiony olej kokosowy wrzucamy szpinak, a gdy się rozmrozi, dodajemy przyprawy - jak zwykle dużo czosnku, do tego ok. łyżeczki gałki, tyle samo słodkiej papryki, no i sól i pieprz do smaku. Następnie wlewamy serek wiejski.
Całość mieszamy aż do momentu, w którym serek się rozpuści, a nadmiar płynu odparuje, doprawiamy w razie potrzeby jeszcze raz do smaku, wrzucamy makaron i już :) Gotowe danie możemy posypać odrobiną słodkiej papryki.
Smacznego!
czwartek, 11 lutego 2016
Szybkie śniadanie - dietetyczna pasta jajeczna z serkiem wiejskim (bez laktozy!)
Uwielbiam pasty jajeczne, lecz niestety bycie na diecie takie przyjemności wyklucza... Jak do tej pory myślałam ;) Gdy w Biedronce pojawił się bezlaktozowy serek wiejski postanowiłam zrobić mały eksperyment i było warto :) Pastę robi się w mgnieniu oka, jeśli nie liczyć gotowania jajek, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by zrobić ją dzień wcześniej. Z podanych składników przygotujemy śniadanko dla dwóch osób.
Składniki:
- 1 opakowanie serka wiejskiego
- 3 jajka
- duża garść posiekanego szczypiorku
- sól, pieprz
- opcjonalnie: szczypta czosnku granulowanego
Na początku gotujemy nasze jajka na twardo i studzimy. Następnie łączymy z serkiem i tu opcje są dwie - jeśli wolicie pastę kremową z pomocą przyjdzie nam blender, w którym idealnie zmielimy wszystko na gładką masę, jeśli zaś lubicie w swojej paście mieć kawałki jajka wystarczy rozdrobnić je widelcem, u mnie zdecydowanie wygrywa właśnie ta opcja :) Teraz wystarczy już tylko przyprawić naszą pastę solą i pieprzem, dodać szczypiorek i opcjonalnie czosnek, jeśli lubicie :) Podajemy ze świeżym pieczywem.
Smacznego!
Składniki:
- 1 opakowanie serka wiejskiego
- 3 jajka
- duża garść posiekanego szczypiorku
- sól, pieprz
- opcjonalnie: szczypta czosnku granulowanego
Na początku gotujemy nasze jajka na twardo i studzimy. Następnie łączymy z serkiem i tu opcje są dwie - jeśli wolicie pastę kremową z pomocą przyjdzie nam blender, w którym idealnie zmielimy wszystko na gładką masę, jeśli zaś lubicie w swojej paście mieć kawałki jajka wystarczy rozdrobnić je widelcem, u mnie zdecydowanie wygrywa właśnie ta opcja :) Teraz wystarczy już tylko przyprawić naszą pastę solą i pieprzem, dodać szczypiorek i opcjonalnie czosnek, jeśli lubicie :) Podajemy ze świeżym pieczywem.
Smacznego!
niedziela, 10 stycznia 2016
Ciasto rafaello bez laktozy i bez pieczenia
Jeśli z różnych przyczyn chcecie zrobić ciasto, a pieczenie nie jest Waszą mocną stroną, idealną opcję stanowić mogą ciasta bez pieczenia. Mieliśmy już pełen laktozy sernik na zimno, więc tym razem zaproponuję Wam coś, czemu nietolerancja niegroźna :) Przepis pochodzi z książki Ciasta tradycyjne Iwony Czarkowskiej. Masy wykonanej według książki wystarczyło mi jedynie na jedną warstwę, więc od razu w liście podwajam składniki :)
Składniki:
- 4 żółtka
- 1 1/2 szklanki cukru
- 2 cukry wanilinowe
- 2 budynie waniliowe
- 50 dag masła
- 30 dag wiórków kokosowych
- paczka okrągłych biszkoptów
- 3 szklanki mleka bezlaktozowego / mleka roślinnego
Najpierw musimy ugotować budyń według instrukcji na opakowaniu, jednakże używając mniej mleka niż podają - zamiast 0,5 litra na jeden zużywamy 1,5 szklanki mleka. Dodajemy do niego cukier wanilinowy, a gdy wszystko ładnie się zagotuje i zgęstnieje odstawiamy do ostygnięcia. Następnie najnudniejsza robota - musimy utrzeć masło z cukrem. Jeśli na co dzień nie jadacie go zbyt wiele, to ilość można zmniejszyć - dla mnie z taką ilością cukru ciacho wyszło za słodkie, a dla bliskich było idealne, więc to kwestia gustu :) Gdy wszystko mamy ładnie utarte dodajemy budyń i większość wiórków kokosowych - zostawiamy tyle, by wystarczyło nam do posypania ciasta z góry. Teraz pozostaje wyłożyć tortownicę papierem do pieczenia, na dnie wyłożyć biszkopty, na nich połowę masy, na niej kolejną warstwę biszkoptów, potem masa i pozostawione wiórki.
Teraz najsmutniejszy etap - choć nasze ciacho jest już gotowe to tak łatwo go nie spałaszujemy - musi najpierw poleżeć w lodówce, i to minimum 12 godzin... Ale jedno jest pewne - warto czekać :)
Składniki:
- 4 żółtka
- 1 1/2 szklanki cukru
- 2 cukry wanilinowe
- 2 budynie waniliowe
- 50 dag masła
- 30 dag wiórków kokosowych
- paczka okrągłych biszkoptów
- 3 szklanki mleka bezlaktozowego / mleka roślinnego
Najpierw musimy ugotować budyń według instrukcji na opakowaniu, jednakże używając mniej mleka niż podają - zamiast 0,5 litra na jeden zużywamy 1,5 szklanki mleka. Dodajemy do niego cukier wanilinowy, a gdy wszystko ładnie się zagotuje i zgęstnieje odstawiamy do ostygnięcia. Następnie najnudniejsza robota - musimy utrzeć masło z cukrem. Jeśli na co dzień nie jadacie go zbyt wiele, to ilość można zmniejszyć - dla mnie z taką ilością cukru ciacho wyszło za słodkie, a dla bliskich było idealne, więc to kwestia gustu :) Gdy wszystko mamy ładnie utarte dodajemy budyń i większość wiórków kokosowych - zostawiamy tyle, by wystarczyło nam do posypania ciasta z góry. Teraz pozostaje wyłożyć tortownicę papierem do pieczenia, na dnie wyłożyć biszkopty, na nich połowę masy, na niej kolejną warstwę biszkoptów, potem masa i pozostawione wiórki.
Smacznego!
sobota, 7 listopada 2015
Puree z kalafiora
Witajcie po dłuższej przerwie :) Tak się złożyło, że jestem na diecie, a jak to z dietą bywa, o fajne przepisy niełatwo, za to są efekty, więc zawsze to coś :P Wielki powrót również zaczynamy dietetycznie, bo szybkim i smacznym zamiennikiem ziemniaków pozwalającym uniknąć monotonii ryżu i kaszy :)
Składniki:
- różyczki kalafiora, ok. 0,5 do 1 kwiatu w zależności od rozmiaru
- łyżeczka oleju kokosowego
- łyżka mleka (u mnie bezlaktozowe)
- sól, pieprz
- czerwona słodka papryka w proszku
- posiekany koperek
Kalafiora dzielimy na średniej wielkości różyczki, takie jak na zdjęciu poniżej, myjemy, wrzucamy do garnka, zalewamy wodą i gotujemy, aż lekko zmięknie.
Ugotowanego odsączamy z wody, dodajemy olej kokosowy, mleko, pieprz i sól, a następnie przerabiamy całość na miazgę metodą dowolną. Ja użyłam tłuczka do ziemniaków, ale może być to też blender czy cokolwiek innego ;) W razie potrzeby gotowe puree doprawiamy do smaku, a następnie zajadamy :) Najlepiej smakuje posypane odrobiną słodkiej papryki i posiekanym koperkiem w towarzystwie jajka sadzonego ;)
Smacznego!
Składniki:
- różyczki kalafiora, ok. 0,5 do 1 kwiatu w zależności od rozmiaru
- łyżeczka oleju kokosowego
- łyżka mleka (u mnie bezlaktozowe)
- sól, pieprz
- czerwona słodka papryka w proszku
- posiekany koperek
Kalafiora dzielimy na średniej wielkości różyczki, takie jak na zdjęciu poniżej, myjemy, wrzucamy do garnka, zalewamy wodą i gotujemy, aż lekko zmięknie.
Ugotowanego odsączamy z wody, dodajemy olej kokosowy, mleko, pieprz i sól, a następnie przerabiamy całość na miazgę metodą dowolną. Ja użyłam tłuczka do ziemniaków, ale może być to też blender czy cokolwiek innego ;) W razie potrzeby gotowe puree doprawiamy do smaku, a następnie zajadamy :) Najlepiej smakuje posypane odrobiną słodkiej papryki i posiekanym koperkiem w towarzystwie jajka sadzonego ;)
czwartek, 23 lipca 2015
Koktajl owocowy bez laktozy
Mleko bezlaktozowe to moim zdaniem jeden z najlepszych kulinarnych wynalazków ostatnich dwudziestu lat. Uniezależnia osoby z nietolerancją od specyficznego w smaku mleka sojowego, a do tego od niedawna nie jest już towarem luksusowym - jeszcze kilka lat temu jego średnia cena wahała się w granicach 7-12 zł za litr, dziś dostać je możemy w cenie ok. 3 złotych i to nawet w dyskontach :)
Oprócz mleka bezlaktozowego użyć można oczywiście sojowego, choć ja osobiście go nie lubię, dobrym pomysłem jest też na przykład mleko owsiane.
Gdy mamy już mleko i tak obfity w owoce sezon jak teraz, ogranicza nas jedynie wyobraźnia :) Ja do swojego koktajlu użyłam jednego jabłka, jednego kiwi i jednego banana, do tego niecałej szklanki mleka.
Wszystko wystarczy wrzucić do naczynia i zblendować :D Ilość mleka zależy od naszych indywidualnych upodobań, im więcej, tym nasz koktajl będzie rzadszy, proste. Konfiguracja owoców również zależy od nas, mamy więc dziś zamiast przepisu pełną dowolność ;)
Smacznego!
Oprócz mleka bezlaktozowego użyć można oczywiście sojowego, choć ja osobiście go nie lubię, dobrym pomysłem jest też na przykład mleko owsiane.
Gdy mamy już mleko i tak obfity w owoce sezon jak teraz, ogranicza nas jedynie wyobraźnia :) Ja do swojego koktajlu użyłam jednego jabłka, jednego kiwi i jednego banana, do tego niecałej szklanki mleka.
Wszystko wystarczy wrzucić do naczynia i zblendować :D Ilość mleka zależy od naszych indywidualnych upodobań, im więcej, tym nasz koktajl będzie rzadszy, proste. Konfiguracja owoców również zależy od nas, mamy więc dziś zamiast przepisu pełną dowolność ;)
Smacznego!
środa, 24 grudnia 2014
Ciasteczka orzeszki
Moja dzisiejsza propozycja szybka nie jest, gdyż zrobienie tych ciasteczek to bardzo żmudne i pracochłonne zajęcie, aczkolwiek są one warte zachodu :) Przepis pochodzi od mamy mojej dobrej koleżanki, a do jego wykonania potrzebujemy takich specjalnych foremek:
Z tego co wiem, istnieją też specjalne duże formy, nakładki na gofrownice, patelnie i masa innych akcesoriów, które mogą te foremki zastąpić, ale ta opcja jest zdecydowanie najtańsza ;) Można je dostać przez internet, jak też i w sklepach z artykułami kuchennymi. Koniec wstępu, zabieramy się do roboty :)
Składniki (ciasto):
- 30 dkg mąki
- 20 dkg margaryny Palma w złotym opakowaniu
- 10 dkg cukru pudru
- 10 dkg orzechów włoskich
- 1 jajko
- 1 łyżka oleju
- 2 łyżki kakao
- szczypta cynamonu
Na tym etapie w zasadzie nie mamy zbyt wiele roboty - po prostu musimy dokładnie wymieszać wszystkie składniki :) Orzechy mogą być zmielone, drobno posiekane albo pół na pół - zależy od tego, jakie ciastka lubimy. Gotowe ciasto wstawiamy do lodówki na co najmniej godzinę, najlepiej jednak, by spędziło tam ono calutką noc.
Dopiero następnego dnia zaczyna się zabawa :) Rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C, w międzyczasie nasze foremki przecieramy leciutko papierem nasączonym olejem, wystarczy raz. Teraz z ciasta formujemy nieduże kulki i wyklejamy nasze foremki - warstwa ciasta powinna być dość cienka, jak łupinka orzecha :) Po kilku foremkach nabieramy wprawy. Po kilkudziesięciu zaczynamy przeklinać.
Metodę produkcji wymyśliłam taśmową - gdy połowa foremek była w piekarniku wyklejałam drugą połowę, w tym czasie już upieczone ciasteczka miały chwilę, by sobie ostygnąć. Czas ich pieczenia to ok. 10 minut, ale podejrzewam, że może to zależeć od piekarnika, więc pierwszą partię dobrze jest dokładnie obserwować. Po wyciągnięciu ciasteczek dajmy foremkom dosłownie kilkanaście sekund na ostygnięcie, zanim wylepimy je na nowo.
Przyznam się szczerze, że nie wystarczyło mi cierpliwości na wyklejenie foremek całym ciastem, z reszty przygotowałam kruche ciasteczka, które pokażę Wam przy najbliższej okazji :) Tymczasem w mojej miseczce pojawiła się cała masa orzeszkowych połówek, które musimy napełnić teraz masą. Możecie użyć swojej ulubionej, jeśli takową macie, albo takiej jak ja :)
Składniki (krem):
- kostka masła
- 2 jajka
- 4 kopiaste łyżki cukru
- 3 łyżki rumu
- opcjonalnie garść posiekanych orzechów włoskich
Masło topimy w rondelku, a następnie studzimy. Sparzone jajka ubijamy z cukrem na dość sztywną masę, a następnie stopniowo dodajemy roztopione masło i rum. Jeśli takowego akurat nie posiadamy bądź z jakichś względów nie chcemy używać alkoholu użyć można aromatu rumowego :)
Teraz jest już z górki - wystarczy masą napełnić połówki orzeszków i złożyć je razem :)
Ciasteczka smakują wybornie, nie są zbyt słodkie, a ponadto prezentują się bardzo ładnie :)
Smacznego!
Z tego co wiem, istnieją też specjalne duże formy, nakładki na gofrownice, patelnie i masa innych akcesoriów, które mogą te foremki zastąpić, ale ta opcja jest zdecydowanie najtańsza ;) Można je dostać przez internet, jak też i w sklepach z artykułami kuchennymi. Koniec wstępu, zabieramy się do roboty :)
Składniki (ciasto):
- 30 dkg mąki
- 20 dkg margaryny Palma w złotym opakowaniu
- 10 dkg cukru pudru
- 10 dkg orzechów włoskich
- 1 jajko
- 1 łyżka oleju
- 2 łyżki kakao
- szczypta cynamonu
Na tym etapie w zasadzie nie mamy zbyt wiele roboty - po prostu musimy dokładnie wymieszać wszystkie składniki :) Orzechy mogą być zmielone, drobno posiekane albo pół na pół - zależy od tego, jakie ciastka lubimy. Gotowe ciasto wstawiamy do lodówki na co najmniej godzinę, najlepiej jednak, by spędziło tam ono calutką noc.
Dopiero następnego dnia zaczyna się zabawa :) Rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C, w międzyczasie nasze foremki przecieramy leciutko papierem nasączonym olejem, wystarczy raz. Teraz z ciasta formujemy nieduże kulki i wyklejamy nasze foremki - warstwa ciasta powinna być dość cienka, jak łupinka orzecha :) Po kilku foremkach nabieramy wprawy. Po kilkudziesięciu zaczynamy przeklinać.
Metodę produkcji wymyśliłam taśmową - gdy połowa foremek była w piekarniku wyklejałam drugą połowę, w tym czasie już upieczone ciasteczka miały chwilę, by sobie ostygnąć. Czas ich pieczenia to ok. 10 minut, ale podejrzewam, że może to zależeć od piekarnika, więc pierwszą partię dobrze jest dokładnie obserwować. Po wyciągnięciu ciasteczek dajmy foremkom dosłownie kilkanaście sekund na ostygnięcie, zanim wylepimy je na nowo.
Przyznam się szczerze, że nie wystarczyło mi cierpliwości na wyklejenie foremek całym ciastem, z reszty przygotowałam kruche ciasteczka, które pokażę Wam przy najbliższej okazji :) Tymczasem w mojej miseczce pojawiła się cała masa orzeszkowych połówek, które musimy napełnić teraz masą. Możecie użyć swojej ulubionej, jeśli takową macie, albo takiej jak ja :)
Składniki (krem):
- kostka masła
- 2 jajka
- 4 kopiaste łyżki cukru
- 3 łyżki rumu
- opcjonalnie garść posiekanych orzechów włoskich
Masło topimy w rondelku, a następnie studzimy. Sparzone jajka ubijamy z cukrem na dość sztywną masę, a następnie stopniowo dodajemy roztopione masło i rum. Jeśli takowego akurat nie posiadamy bądź z jakichś względów nie chcemy używać alkoholu użyć można aromatu rumowego :)
Teraz jest już z górki - wystarczy masą napełnić połówki orzeszków i złożyć je razem :)
Ciasteczka smakują wybornie, nie są zbyt słodkie, a ponadto prezentują się bardzo ładnie :)
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





