Dawno mnie tu nie było, przyznaję się i kajam, ale teraz po rozlicznych perturbacjach wróciłam na dobre i to z przytupem ;) Dziś tłusty czwartek, ale pączków nie będzie, będzie za to Azja w jej najlepszym wydaniu. Pamiętacie chińskie warzywa z kurczakiem i smażonym ryżem curry? Dziś wrócimy do kuchni fusion z użyciem tych samych warzyw co wtedy, łącząc je dla odmiany z japońskim teriyaki.
Co do makaronu - ja użyłam azjatyckich wstążek do woka, ale Wasz wybór jest dowolny. Świetnie sprawdzi się tu makaron soba, ryżowy czy też standardowy chiński ;) Sos teriyaki możemy zrobić samodzielnie, potrzebny nam będzie do tego sos sojowy, mirin, imbir i miód. Ja użyłam gotowego :)
Składniki:
- duża podwójna pierś z kurczaka (ok. 0,5 kg)
- opakowanie mieszanki chińskich warzyw
- 400 g makaronu azjatyckiego
- ok. 4 łyżek sosu teriyaki
- sos sojowy
- imbir, słodka i ostra papryka
- olej do smażenia
Już widać, że będzie łatwo, nie? :) W pierwszej kolejności kroimy nasze piersi w paseczki lub kostkę, jak kto woli i marynujemy w trzech łyżkach teriyaki, dodając do tego pół łyżeczki imbiru, tyle samo ostrej papryki i czubatą łyżkę słodkiej. Zostawiamy nasze mięsko na jakieś 15 minut w chłodnym miejscu, po czym wrzucamy na rozgrzany olej, najlepiej do woka, jeśli takowy posiadamy, mnie musiała wystarczyć patelnia ;) Gdy kurczak będzie już usmażony, a na dnie powstanie nam sos, na patelni lądują warzywa.
Już na tym etapie wygląda to super, nie? :) Pora na makaron, który należy przygotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu, zależnie od tego, jakiego będziemy używać. Na moim napisali, żeby wrzucać go bezpośrednio na woka (patelnię :P) do warzyw, zalewając całość bodaj 400 ml wody. Pewnie w woku, gdzie temperatura jest wyższa, ta woda szybko odparowuje, dzięki czemu taka opcja jest ok, niemniej jednak wolałam nie ryzykować i wrzuciłam makaron do zagotowanej wody w garnku, potrzymałam tam kilka minut aż był gotowy, a następnie odcedziłam - tak jest bezpieczniej :D Makaron dodajemy dopiero wtedy, gdy warzywa i mięso są już miękkie. Przed dodaniem warto skosztować dania i doprawić je po swojemu, pamiętając, że makaron sam w sobie nie ma smaku - ja dodałam jeszcze łyżkę teriyaki, tyle samo sosu sojowego, łyżeczkę ostrej papryki i szczyptę imbiru.
Gdy makaron dobrze połączy się z resztą składników możemy jeszcze doprawiać wedle uznania, a gdy i ten etap uznamy za zakończony pozostaje zajadać :)
Smacznego!
czwartek, 12 lutego 2015
niedziela, 4 stycznia 2015
Makaron tagliolini z sosem pietruszkowym
Przypadkiem stałam się posiadaczką makaronu tagliolini, ale nie takiego zwykłego, tylko czerwonego - z dodatkiem pomidorów i chilli. Jak się okazało, smakuje on wybornie nawet bez żadnych dodatków i na pewno wkrótce przygotuję takie cudeńko własnoręcznie :) Tymczasem jednak miałam gotowca, wyrazistego w smaku i lekko pikantnego, dlatego właśnie postanowiłam podać go z łagodnym sosem, by wyrównać smaki. Najlepiej, by danie przy okazji miało też kontrastowe kolory. Wybór padł na sos z pietruszki, bo nigdy takiego nie robiłam :D
Sos ten rewelacyjnie nadaje się nie tylko do makaronu - doskonale smakować będzie także w towarzystwie warzyw, mięs czy ryb. Lubię takie uniwersalne rozwiązania :)
Składniki:
- 500 g makaronu
- 2 łyżki margaryny
- 2 łyżki mąki
- 0,5 l bulionu warzywnego
- dwa pęczki natki pietruszki
- ok. 1 łyżki śmietany
- sól, pieprz
Sos jest błyskawiczny, stąd też lepiej najpierw wstawić wodę na makaron, czy też przygotować sobie danie, do którego będziemy go używać. Najpierw w rondelku topimy margarynę, którą następnie łączymy z mąką, tworząc jasną zasmażkę.
Następnie zalewamy ją bulionem, mieszamy, aż zgęstnieje, po czym w garnku ląduje możliwie jak najdrobniej posiekana natka pietruszki - pamiętajcie, że używamy tylko listków :)
Całość gotujemy przez kilka minut, doprawiamy solą i pieprzem do smaku, następnie wyłączamy ogień. Do jakiegoś małego kubeczka dajemy śmietanę, po czym mieszamy ją z odrobiną sosu, a następnie wlewamy do rondelka z jego resztą. Użycie śmietany nie jest konieczne, niemniej jednak zdecydowanie poprawia ona smak naszego sosu :)
I gotowe! Każdemu, kto podobnie jak ja lubi pietruszkę ta propozycja bez wątpienia przypadnie do gustu :)
Smacznego!
Sos ten rewelacyjnie nadaje się nie tylko do makaronu - doskonale smakować będzie także w towarzystwie warzyw, mięs czy ryb. Lubię takie uniwersalne rozwiązania :)
Składniki:
- 500 g makaronu
- 2 łyżki margaryny
- 2 łyżki mąki
- 0,5 l bulionu warzywnego
- dwa pęczki natki pietruszki
- ok. 1 łyżki śmietany
- sól, pieprz
Sos jest błyskawiczny, stąd też lepiej najpierw wstawić wodę na makaron, czy też przygotować sobie danie, do którego będziemy go używać. Najpierw w rondelku topimy margarynę, którą następnie łączymy z mąką, tworząc jasną zasmażkę.
Następnie zalewamy ją bulionem, mieszamy, aż zgęstnieje, po czym w garnku ląduje możliwie jak najdrobniej posiekana natka pietruszki - pamiętajcie, że używamy tylko listków :)
Całość gotujemy przez kilka minut, doprawiamy solą i pieprzem do smaku, następnie wyłączamy ogień. Do jakiegoś małego kubeczka dajemy śmietanę, po czym mieszamy ją z odrobiną sosu, a następnie wlewamy do rondelka z jego resztą. Użycie śmietany nie jest konieczne, niemniej jednak zdecydowanie poprawia ona smak naszego sosu :)
I gotowe! Każdemu, kto podobnie jak ja lubi pietruszkę ta propozycja bez wątpienia przypadnie do gustu :)
Smacznego!
sobota, 27 grudnia 2014
Smażony łosoś w ziołach
Łosoś to zdecydowanie jedna z moich ulubionych ryb. Ostatnio musiałam przyrządzić go "na szybko", użyłam więc tego, co miałam pod ręką, skutkiem czego powstała ta propozycja, którą szczerze polecam :)
Składniki:
- filety z łososia
- cytryna
- zioła prowansalskie
- rozmaryn
- tymianek
- kurkuma
- sól
- pieprz
- tłuszcz do smażenia
Filetów używamy tyle, ile jest nam potrzebne - ja miałam jeden dość duży, który pokroiłam na trzy kawałki. Jeśli nas filet jest ze skórą, to ją odcinamy.
Teraz traktujemy naszą rybkę z dwóch stron przyprawami - najpierw skrapiamy go sokiem z cytryny, potem posypujemy solą, pieprzem i ziołami (powinno być ich dość sporo), na końcu zaś lekko kurkumą, dzięki temu nasza rybka będzie miała ładny kolor :)
Teraz pora na smażenie - ile osób, tyle opinii na temat tego, którego powinniśmy użyć. Większość optuje za masłem, najlepiej klarowanym, mnie osobiście również bardzo smakuje łosoś smażony na smalcu. Nie polecałabym za to zwykłej margaryny do smażenia, jest w niej moim zdaniem za dużo wody.
Czas smażenia nie jest długi - wystarczy raptem kilka minut z każdej strony. Gotową rybę podajemy na gorąco z ulubionymi dodatkami, świetnie smakuje również na zimno jako przekąska.
Smacznego!
Składniki:
- filety z łososia
- cytryna
- zioła prowansalskie
- rozmaryn
- tymianek
- kurkuma
- sól
- pieprz
- tłuszcz do smażenia
Filetów używamy tyle, ile jest nam potrzebne - ja miałam jeden dość duży, który pokroiłam na trzy kawałki. Jeśli nas filet jest ze skórą, to ją odcinamy.
Teraz traktujemy naszą rybkę z dwóch stron przyprawami - najpierw skrapiamy go sokiem z cytryny, potem posypujemy solą, pieprzem i ziołami (powinno być ich dość sporo), na końcu zaś lekko kurkumą, dzięki temu nasza rybka będzie miała ładny kolor :)
Teraz pora na smażenie - ile osób, tyle opinii na temat tego, którego powinniśmy użyć. Większość optuje za masłem, najlepiej klarowanym, mnie osobiście również bardzo smakuje łosoś smażony na smalcu. Nie polecałabym za to zwykłej margaryny do smażenia, jest w niej moim zdaniem za dużo wody.
Czas smażenia nie jest długi - wystarczy raptem kilka minut z każdej strony. Gotową rybę podajemy na gorąco z ulubionymi dodatkami, świetnie smakuje również na zimno jako przekąska.
Smacznego!
środa, 24 grudnia 2014
Ciasteczka orzeszki
Moja dzisiejsza propozycja szybka nie jest, gdyż zrobienie tych ciasteczek to bardzo żmudne i pracochłonne zajęcie, aczkolwiek są one warte zachodu :) Przepis pochodzi od mamy mojej dobrej koleżanki, a do jego wykonania potrzebujemy takich specjalnych foremek:
Z tego co wiem, istnieją też specjalne duże formy, nakładki na gofrownice, patelnie i masa innych akcesoriów, które mogą te foremki zastąpić, ale ta opcja jest zdecydowanie najtańsza ;) Można je dostać przez internet, jak też i w sklepach z artykułami kuchennymi. Koniec wstępu, zabieramy się do roboty :)
Składniki (ciasto):
- 30 dkg mąki
- 20 dkg margaryny Palma w złotym opakowaniu
- 10 dkg cukru pudru
- 10 dkg orzechów włoskich
- 1 jajko
- 1 łyżka oleju
- 2 łyżki kakao
- szczypta cynamonu
Na tym etapie w zasadzie nie mamy zbyt wiele roboty - po prostu musimy dokładnie wymieszać wszystkie składniki :) Orzechy mogą być zmielone, drobno posiekane albo pół na pół - zależy od tego, jakie ciastka lubimy. Gotowe ciasto wstawiamy do lodówki na co najmniej godzinę, najlepiej jednak, by spędziło tam ono calutką noc.
Dopiero następnego dnia zaczyna się zabawa :) Rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C, w międzyczasie nasze foremki przecieramy leciutko papierem nasączonym olejem, wystarczy raz. Teraz z ciasta formujemy nieduże kulki i wyklejamy nasze foremki - warstwa ciasta powinna być dość cienka, jak łupinka orzecha :) Po kilku foremkach nabieramy wprawy. Po kilkudziesięciu zaczynamy przeklinać.
Metodę produkcji wymyśliłam taśmową - gdy połowa foremek była w piekarniku wyklejałam drugą połowę, w tym czasie już upieczone ciasteczka miały chwilę, by sobie ostygnąć. Czas ich pieczenia to ok. 10 minut, ale podejrzewam, że może to zależeć od piekarnika, więc pierwszą partię dobrze jest dokładnie obserwować. Po wyciągnięciu ciasteczek dajmy foremkom dosłownie kilkanaście sekund na ostygnięcie, zanim wylepimy je na nowo.
Przyznam się szczerze, że nie wystarczyło mi cierpliwości na wyklejenie foremek całym ciastem, z reszty przygotowałam kruche ciasteczka, które pokażę Wam przy najbliższej okazji :) Tymczasem w mojej miseczce pojawiła się cała masa orzeszkowych połówek, które musimy napełnić teraz masą. Możecie użyć swojej ulubionej, jeśli takową macie, albo takiej jak ja :)
Składniki (krem):
- kostka masła
- 2 jajka
- 4 kopiaste łyżki cukru
- 3 łyżki rumu
- opcjonalnie garść posiekanych orzechów włoskich
Masło topimy w rondelku, a następnie studzimy. Sparzone jajka ubijamy z cukrem na dość sztywną masę, a następnie stopniowo dodajemy roztopione masło i rum. Jeśli takowego akurat nie posiadamy bądź z jakichś względów nie chcemy używać alkoholu użyć można aromatu rumowego :)
Teraz jest już z górki - wystarczy masą napełnić połówki orzeszków i złożyć je razem :)
Ciasteczka smakują wybornie, nie są zbyt słodkie, a ponadto prezentują się bardzo ładnie :)
Smacznego!
Z tego co wiem, istnieją też specjalne duże formy, nakładki na gofrownice, patelnie i masa innych akcesoriów, które mogą te foremki zastąpić, ale ta opcja jest zdecydowanie najtańsza ;) Można je dostać przez internet, jak też i w sklepach z artykułami kuchennymi. Koniec wstępu, zabieramy się do roboty :)
Składniki (ciasto):
- 30 dkg mąki
- 20 dkg margaryny Palma w złotym opakowaniu
- 10 dkg cukru pudru
- 10 dkg orzechów włoskich
- 1 jajko
- 1 łyżka oleju
- 2 łyżki kakao
- szczypta cynamonu
Na tym etapie w zasadzie nie mamy zbyt wiele roboty - po prostu musimy dokładnie wymieszać wszystkie składniki :) Orzechy mogą być zmielone, drobno posiekane albo pół na pół - zależy od tego, jakie ciastka lubimy. Gotowe ciasto wstawiamy do lodówki na co najmniej godzinę, najlepiej jednak, by spędziło tam ono calutką noc.
Dopiero następnego dnia zaczyna się zabawa :) Rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C, w międzyczasie nasze foremki przecieramy leciutko papierem nasączonym olejem, wystarczy raz. Teraz z ciasta formujemy nieduże kulki i wyklejamy nasze foremki - warstwa ciasta powinna być dość cienka, jak łupinka orzecha :) Po kilku foremkach nabieramy wprawy. Po kilkudziesięciu zaczynamy przeklinać.
Metodę produkcji wymyśliłam taśmową - gdy połowa foremek była w piekarniku wyklejałam drugą połowę, w tym czasie już upieczone ciasteczka miały chwilę, by sobie ostygnąć. Czas ich pieczenia to ok. 10 minut, ale podejrzewam, że może to zależeć od piekarnika, więc pierwszą partię dobrze jest dokładnie obserwować. Po wyciągnięciu ciasteczek dajmy foremkom dosłownie kilkanaście sekund na ostygnięcie, zanim wylepimy je na nowo.
Przyznam się szczerze, że nie wystarczyło mi cierpliwości na wyklejenie foremek całym ciastem, z reszty przygotowałam kruche ciasteczka, które pokażę Wam przy najbliższej okazji :) Tymczasem w mojej miseczce pojawiła się cała masa orzeszkowych połówek, które musimy napełnić teraz masą. Możecie użyć swojej ulubionej, jeśli takową macie, albo takiej jak ja :)
Składniki (krem):
- kostka masła
- 2 jajka
- 4 kopiaste łyżki cukru
- 3 łyżki rumu
- opcjonalnie garść posiekanych orzechów włoskich
Masło topimy w rondelku, a następnie studzimy. Sparzone jajka ubijamy z cukrem na dość sztywną masę, a następnie stopniowo dodajemy roztopione masło i rum. Jeśli takowego akurat nie posiadamy bądź z jakichś względów nie chcemy używać alkoholu użyć można aromatu rumowego :)
Teraz jest już z górki - wystarczy masą napełnić połówki orzeszków i złożyć je razem :)
Ciasteczka smakują wybornie, nie są zbyt słodkie, a ponadto prezentują się bardzo ładnie :)
Smacznego!
środa, 10 grudnia 2014
Tatar
Potrawa bardzo prosta i nieziemsko smaczna. Dobór mięsa jest dowolny, ważne by była to surowa wołowina ;) Można kupić kawałek łopatki i zmielić, można użyć mielonego wołowego ze sklepu, czy też w ostateczności nawet gotowego mięsa nazywanego tatarem, choć wiadomo, że tracimy wtedy na jakości. Bogatsi używają polędwicy wołowej ;)
Składniki:
- 200 g mięsa wołowego
- 1 cebula
- 2 ogórki konserwowe
- 1 żółtko
- 1 łyżka oleju / oliwy
- sól, pieprz
A przygotowanie? Banalne - wystarczy do drobno zmielonego mięsa dodać olej, przyprawić solą i pieprzem, a następnie uformować w ładne kółko z dziurką w środku. Do wygładzania najlepiej użyć dużego, płaskiego noża, wtedy nasz tatar będzie się ładnie prezentował :) Następnie musimy sparzyć jajko, oblewając je wrzątkiem - to uchroni nas przed salmonellą. Gdy będzie już sparzone, oddzielamy żółtko od białka i to pierwsze umieszczamy w zagłębieniu mięsa. Pozostaje już tylko pokroić cebulę i ogórki w kostkę (jej wielkość zależy od Waszych indywidualnych upodobań), położyć je na talerzu wokół mięska i gotowe :) Całość posypać można jeszcze odrobiną pieprzu by ładnie wyglądało ;)
Metod jedzenia jest wiele. Ja osobiście najbardziej lubię, gdy wszystko jest wymieszane i podane na kromeczkach z bułki, o tak:
Smacznego!
Składniki:
- 200 g mięsa wołowego
- 1 cebula
- 2 ogórki konserwowe
- 1 żółtko
- 1 łyżka oleju / oliwy
- sól, pieprz
A przygotowanie? Banalne - wystarczy do drobno zmielonego mięsa dodać olej, przyprawić solą i pieprzem, a następnie uformować w ładne kółko z dziurką w środku. Do wygładzania najlepiej użyć dużego, płaskiego noża, wtedy nasz tatar będzie się ładnie prezentował :) Następnie musimy sparzyć jajko, oblewając je wrzątkiem - to uchroni nas przed salmonellą. Gdy będzie już sparzone, oddzielamy żółtko od białka i to pierwsze umieszczamy w zagłębieniu mięsa. Pozostaje już tylko pokroić cebulę i ogórki w kostkę (jej wielkość zależy od Waszych indywidualnych upodobań), położyć je na talerzu wokół mięska i gotowe :) Całość posypać można jeszcze odrobiną pieprzu by ładnie wyglądało ;)
Metod jedzenia jest wiele. Ja osobiście najbardziej lubię, gdy wszystko jest wymieszane i podane na kromeczkach z bułki, o tak:
Smacznego!
środa, 26 listopada 2014
Pierś z kurczaka ze szpinakiem
Czy też, jak podaje książeczka Knorra "Pierś z kurczakiem ze szpinakiem" :D Ci z Was, którzy śledzą mojego Facebooka wiedzą, że jakiś czas temu otrzymałam zestaw bulionetek do duszonych mięs wraz ze wspomnianą książeczką i obiecałam go przetestować. Sama broszurka jest dość estetyczna, zawiera dwa przepisy na wieprzowinę, jeden na wołowinę i trzy na kurczaka, a każdy tendencyjnie prosty, co podkreślone jest zresztą na wskaźnikach trudności przy każdym daniu - wszystkie oznaczono jakie "łatwe", stąd też nie rozumiem, po co w ogóle go tam dawali ;)
Ale mniejsza z tym, wszak to gotowaniem mieliśmy się zająć. Jedyne co zmieniłam w stosunku do oryginalnego przepisu to szpinak, ponieważ akurat miałam w domu 300 g świeżego. Pamiętajcie, bo tego nie napisali, że musi być on cały, jeśli użyjecie szpinaku w brykietach, wyjdzie Wam tak na moje oko zielona papka. Jak ktoś próbował i jest inaczej to niech się pochwali ;) Do składników z oryginału musiałam dodać jeszcze przyprawy, ale o tym za chwilę.
Składniki (z przepisu):
- 400 g piersi z kurczaka
- bulionetka do duszonego kurczaka Knorr
- 1 cebula
- 2 ząbki czosnku
- 100 g śmietankowego serka topionego
- 200 g śmietany
- 450 g mrożonego szpinaku
1. Kurczaka pokrój w kostkę i przesmaż, dodaj posiekany czosnek i cebulę, przesmaż razem.
Jak już pewnie zauważyliście, w przepisie zapomniano wspomnieć o tłuszczu do smażenia. Poza tym jednak optowałabym za tym, żeby cebulę i czosnek smażyć przed kurczakiem, bo w ten sposób wyciągamy więcej smaku z czosnku, co jest niezbędne przy szpinaku, ale ok, robimy jak każą ;)
2. Wlej śmietanę i dodaj Bulionetkę Knorr, aby danie nabrało wyrazistego, pełnego smaku. Wrzuć odciśnięty szpinak.
Szczerze? Po rozpuszczeniu bulionetki ów "wyrazisty, pełny smak" objawiał się wyłącznie nadmiarem soli. Potem szpinak i serek nieco zredukowały to nieprzyjemne uczucie, niemniej jednak mogliby tej przyprawy aż tak nie nadużywać. Nie zmienia to faktu, że sama bulionetka bardzo ładnie pachnie ;)
3. Dodawaj po kawałku serka topionego, podgrzewaj, aż się rozpuści. Podawaj z makaronem.
Odkrywczy przepis, nie? I wyobraźcie sobie, że jest on najbardziej zaawansowany z całej książeczki (moim faworytem jest kurczak z warzywami na patelnię i śmietaną :D)! W sumie nie bardzo wiem, po co tu ten serek topiony, ale jak kazali, to dajemy.
Gotowe danie wychodzi nie tak przeraźliwie słone jak na początku, ale dla mnie strasznie mdłe, dlatego doprawiłam całość sporą szczyptą gałki muszkatołowej i bardzo dużą ilością pieprzu, a wtedy stało się naprawdę smaczne :) Z zasady w kuchni używam bardzo mało soli, pewnie dlatego właśnie poza nią zbyt wiele smaku bulionetki nie wyczułam, ciężko zatem stwierdzić, czy coś wzbogaciła ;) Produkt okazał się w miarę ok, natomiast nie wydaje mi się, by miał szansę na stałe zagościć w mojej kuchni.
A Wy próbowaliście już bulionetek? Jakie są Wasze opinie?
Smacznego!
Ale mniejsza z tym, wszak to gotowaniem mieliśmy się zająć. Jedyne co zmieniłam w stosunku do oryginalnego przepisu to szpinak, ponieważ akurat miałam w domu 300 g świeżego. Pamiętajcie, bo tego nie napisali, że musi być on cały, jeśli użyjecie szpinaku w brykietach, wyjdzie Wam tak na moje oko zielona papka. Jak ktoś próbował i jest inaczej to niech się pochwali ;) Do składników z oryginału musiałam dodać jeszcze przyprawy, ale o tym za chwilę.
Składniki (z przepisu):
- 400 g piersi z kurczaka
- bulionetka do duszonego kurczaka Knorr
- 1 cebula
- 2 ząbki czosnku
- 100 g śmietankowego serka topionego
- 200 g śmietany
- 450 g mrożonego szpinaku
1. Kurczaka pokrój w kostkę i przesmaż, dodaj posiekany czosnek i cebulę, przesmaż razem.
Jak już pewnie zauważyliście, w przepisie zapomniano wspomnieć o tłuszczu do smażenia. Poza tym jednak optowałabym za tym, żeby cebulę i czosnek smażyć przed kurczakiem, bo w ten sposób wyciągamy więcej smaku z czosnku, co jest niezbędne przy szpinaku, ale ok, robimy jak każą ;)
2. Wlej śmietanę i dodaj Bulionetkę Knorr, aby danie nabrało wyrazistego, pełnego smaku. Wrzuć odciśnięty szpinak.
Szczerze? Po rozpuszczeniu bulionetki ów "wyrazisty, pełny smak" objawiał się wyłącznie nadmiarem soli. Potem szpinak i serek nieco zredukowały to nieprzyjemne uczucie, niemniej jednak mogliby tej przyprawy aż tak nie nadużywać. Nie zmienia to faktu, że sama bulionetka bardzo ładnie pachnie ;)
3. Dodawaj po kawałku serka topionego, podgrzewaj, aż się rozpuści. Podawaj z makaronem.
Odkrywczy przepis, nie? I wyobraźcie sobie, że jest on najbardziej zaawansowany z całej książeczki (moim faworytem jest kurczak z warzywami na patelnię i śmietaną :D)! W sumie nie bardzo wiem, po co tu ten serek topiony, ale jak kazali, to dajemy.
Gotowe danie wychodzi nie tak przeraźliwie słone jak na początku, ale dla mnie strasznie mdłe, dlatego doprawiłam całość sporą szczyptą gałki muszkatołowej i bardzo dużą ilością pieprzu, a wtedy stało się naprawdę smaczne :) Z zasady w kuchni używam bardzo mało soli, pewnie dlatego właśnie poza nią zbyt wiele smaku bulionetki nie wyczułam, ciężko zatem stwierdzić, czy coś wzbogaciła ;) Produkt okazał się w miarę ok, natomiast nie wydaje mi się, by miał szansę na stałe zagościć w mojej kuchni.
A Wy próbowaliście już bulionetek? Jakie są Wasze opinie?
Smacznego!
środa, 12 listopada 2014
Dworcowe zapiekanki
Któż z nas nie pamięta tych obskurnych dworcowych budek, w których bywali wszyscy z wyjątkiem Sanepidu? Hamburgery, hot-dogi, a zwłaszcza zapiekanki z takich bud smakowały wybornie. Odtwórzmy zatem ten smak! Dzisiejszy przepis powstał za sprawą specjalnego gościa, którym jest mój luby, może i nieszczególnie utalentowany kulinarnie, ale za to robiący najlepsze dworcowe zapiekanki na świecie ;)
Składniki:
- dwie długie bułki
- ok. 5 pieczarek
- 200 g żółtego sera
- margaryna
- sól, pieprz
- ketchup
- opcjonalnie 3-4 plasterki szynki
Przygotowania zaczynamy od starcia na grubych oczkach tarki pieczarek i sera. Szynkę kroimy w paseczki, bułki przekrawamy wzdłuż na pół, o tak:
Teraz czas na komponowanie naszych zapiekanek - każdą połówkę bułki smarujemy margaryną (nie masłem, widział kto w dworcowej budzie masło?), na końcówkach nieco grubiej, luby podkreślił, że mam to napisać ;) Na tak przygotowane zapiekanki kładziemy paseczki szynki, (to taka wersja de luxe, w budzie byście takiego wypasu nie mieli, dlatego jak ktoś jest tradycjonalistą, to niech ten punkt pominie) nie musi być ich dużo, w sumie im mniej, tym bardziej dworcowo ;)
Następnie na wierzchu lądują pieczarki. Nam na idealną proporcję wystarczyło 5 sztuk, ale ostateczna ilość zależy przede wszystkim od długości użytych przez Was bułek. Na tym etapie przyprawiamy całość dość obficie solą i pieprzem. Na samej górze rozkładamy starty żółty ser i nasza robota na tym się kończy.
Dzieła dopełni teraz piekarnik rozgrzany do 180 st. C, potrwa to ok. 10-15 minut. Pieczarki muszą zredukować swoją objętość, a ser ładnie się rozpuścić, wtedy wiemy, że nasze zapiekanki są już gotowe ;) Podajemy je oczywiście gorące i, co jeszcze bardziej oczywiste, koniecznie polane wodnistym ketchupem :P
Smacznego!
Składniki:
- dwie długie bułki
- ok. 5 pieczarek
- 200 g żółtego sera
- margaryna
- sól, pieprz
- ketchup
- opcjonalnie 3-4 plasterki szynki
Przygotowania zaczynamy od starcia na grubych oczkach tarki pieczarek i sera. Szynkę kroimy w paseczki, bułki przekrawamy wzdłuż na pół, o tak:
Teraz czas na komponowanie naszych zapiekanek - każdą połówkę bułki smarujemy margaryną (nie masłem, widział kto w dworcowej budzie masło?), na końcówkach nieco grubiej, luby podkreślił, że mam to napisać ;) Na tak przygotowane zapiekanki kładziemy paseczki szynki, (to taka wersja de luxe, w budzie byście takiego wypasu nie mieli, dlatego jak ktoś jest tradycjonalistą, to niech ten punkt pominie) nie musi być ich dużo, w sumie im mniej, tym bardziej dworcowo ;)
Następnie na wierzchu lądują pieczarki. Nam na idealną proporcję wystarczyło 5 sztuk, ale ostateczna ilość zależy przede wszystkim od długości użytych przez Was bułek. Na tym etapie przyprawiamy całość dość obficie solą i pieprzem. Na samej górze rozkładamy starty żółty ser i nasza robota na tym się kończy.
Dzieła dopełni teraz piekarnik rozgrzany do 180 st. C, potrwa to ok. 10-15 minut. Pieczarki muszą zredukować swoją objętość, a ser ładnie się rozpuścić, wtedy wiemy, że nasze zapiekanki są już gotowe ;) Podajemy je oczywiście gorące i, co jeszcze bardziej oczywiste, koniecznie polane wodnistym ketchupem :P
Smacznego!
wtorek, 4 listopada 2014
Zupa krem z dyni
Mamy sezon na dynie, grzechem byłoby więc z tego nie skorzystać :) Nigdy wcześniej nie robiłam takiej zupy, poszperałam więc tu i ówdzie i znalazłam świetny przepis. Pochodzi on z książki B. Bytnerowicz pt. "Kuchnia oszczędnej gospodyni" z 1987 roku. Tytuł adekwatny do założeń bloga, czyż nie? :) Zmieniłam w niej tylko, a raczej dodałam przyprawy, o których autorka wydała się całkowicie zapomnieć. Użyłam miąższu dyni, który pozostał mi z tej zabawy. Ta propozycja moim zdaniem jest dużo lepsza od kremu np. z marchewką, bo nie wychodzi na słodko, jest za to wspaniale kremowa i wyrazista w smaku.
Składniki:
- ok. 400 g dyni
- 1 litr bulionu warzywnego
- 200 g pomidorów
- 1 łyżka margaryny
- 1 łyżka mąki
- 1/2 szklanki śmietany 18%
- posiekana natka pietruszki
- grzanki (np. takie jak tu)
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa (można zastąpić mielonym imbirem)
Przygotowanie jest bardzo proste, zajmuje co prawda sporo czasu, jednakże przez jego większość zupa robi się sama ;) Najpierw miąższ dyni kroimy na mniejsze kawałki, wrzucamy do garnka, zalewamy bulionem, stawiamy na gazie i dajemy temu spokój. Musimy poczekać, aż dynia zmięknie, to ok. 20 minut gotowania.
Gdy dynia będzie już miękka, dodajemy pomidory pokrojone w kostkę, sól, pieprz i szczyptę gałki, a następnie dajemy temu spokój na kolejne pół godziny.
Teraz czas odstawić naszą zupę do przestygnięcia, po czym ją zblendować. Następnie robimy zasmażkę - na rozpuszczoną margarynę wsypujemy mąkę i bardzo szybko mieszamy, aż całość się połączy.
Zupę ponownie podgrzewamy, dodajemy zasmażkę, a gdy całość zgęstnieje śmietanę. Teraz pozostaje tylko doprawić ją solą, pieprzem i gałką według indywidualnych upodobań.
Obawiając się kalorii, śmietanę z przepisu można śmiało pominąć. Do zagęszczenia użyć możecie również mąki dokładnie rozmieszanej w zimnej wodzie. Zamiast gałki dopuszczalny jest imbir, pamiętajmy jednak, żeby przy każdej z tych przypraw zachować umiar, gdyż są bardzo aromatyczne, a nie chcemy, by ich smak bez reszty zdominował nasze danie :)
Gotową zupę podajemy z grzankami posypaną natką pietruszki.
Smacznego!
Składniki:
- ok. 400 g dyni
- 1 litr bulionu warzywnego
- 200 g pomidorów
- 1 łyżka margaryny
- 1 łyżka mąki
- 1/2 szklanki śmietany 18%
- posiekana natka pietruszki
- grzanki (np. takie jak tu)
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa (można zastąpić mielonym imbirem)
Przygotowanie jest bardzo proste, zajmuje co prawda sporo czasu, jednakże przez jego większość zupa robi się sama ;) Najpierw miąższ dyni kroimy na mniejsze kawałki, wrzucamy do garnka, zalewamy bulionem, stawiamy na gazie i dajemy temu spokój. Musimy poczekać, aż dynia zmięknie, to ok. 20 minut gotowania.
Gdy dynia będzie już miękka, dodajemy pomidory pokrojone w kostkę, sól, pieprz i szczyptę gałki, a następnie dajemy temu spokój na kolejne pół godziny.
Teraz czas odstawić naszą zupę do przestygnięcia, po czym ją zblendować. Następnie robimy zasmażkę - na rozpuszczoną margarynę wsypujemy mąkę i bardzo szybko mieszamy, aż całość się połączy.
Zupę ponownie podgrzewamy, dodajemy zasmażkę, a gdy całość zgęstnieje śmietanę. Teraz pozostaje tylko doprawić ją solą, pieprzem i gałką według indywidualnych upodobań.
Obawiając się kalorii, śmietanę z przepisu można śmiało pominąć. Do zagęszczenia użyć możecie również mąki dokładnie rozmieszanej w zimnej wodzie. Zamiast gałki dopuszczalny jest imbir, pamiętajmy jednak, żeby przy każdej z tych przypraw zachować umiar, gdyż są bardzo aromatyczne, a nie chcemy, by ich smak bez reszty zdominował nasze danie :)
Gotową zupę podajemy z grzankami posypaną natką pietruszki.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)