Czy też, jak podaje książeczka Knorra "Pierś z kurczakiem ze szpinakiem" :D Ci z Was, którzy śledzą mojego Facebooka wiedzą, że jakiś czas temu otrzymałam zestaw bulionetek do duszonych mięs wraz ze wspomnianą książeczką i obiecałam go przetestować. Sama broszurka jest dość estetyczna, zawiera dwa przepisy na wieprzowinę, jeden na wołowinę i trzy na kurczaka, a każdy tendencyjnie prosty, co podkreślone jest zresztą na wskaźnikach trudności przy każdym daniu - wszystkie oznaczono jakie "łatwe", stąd też nie rozumiem, po co w ogóle go tam dawali ;)
Ale mniejsza z tym, wszak to gotowaniem mieliśmy się zająć. Jedyne co zmieniłam w stosunku do oryginalnego przepisu to szpinak, ponieważ akurat miałam w domu 300 g świeżego. Pamiętajcie, bo tego nie napisali, że musi być on cały, jeśli użyjecie szpinaku w brykietach, wyjdzie Wam tak na moje oko zielona papka. Jak ktoś próbował i jest inaczej to niech się pochwali ;) Do składników z oryginału musiałam dodać jeszcze przyprawy, ale o tym za chwilę.
Składniki (z przepisu):
- 400 g piersi z kurczaka
- bulionetka do duszonego kurczaka Knorr
- 1 cebula
- 2 ząbki czosnku
- 100 g śmietankowego serka topionego
- 200 g śmietany
- 450 g mrożonego szpinaku
1. Kurczaka pokrój w kostkę i przesmaż, dodaj posiekany czosnek i cebulę, przesmaż razem.
Jak już pewnie zauważyliście, w przepisie zapomniano wspomnieć o tłuszczu do smażenia. Poza tym jednak optowałabym za tym, żeby cebulę i czosnek smażyć przed kurczakiem, bo w ten sposób wyciągamy więcej smaku z czosnku, co jest niezbędne przy szpinaku, ale ok, robimy jak każą ;)
2. Wlej śmietanę i dodaj Bulionetkę Knorr, aby danie nabrało wyrazistego, pełnego smaku. Wrzuć odciśnięty szpinak.
Szczerze? Po rozpuszczeniu bulionetki ów "wyrazisty, pełny smak" objawiał się wyłącznie nadmiarem soli. Potem szpinak i serek nieco zredukowały to nieprzyjemne uczucie, niemniej jednak mogliby tej przyprawy aż tak nie nadużywać. Nie zmienia to faktu, że sama bulionetka bardzo ładnie pachnie ;)
3. Dodawaj po kawałku serka topionego, podgrzewaj, aż się rozpuści. Podawaj z makaronem.
Odkrywczy przepis, nie? I wyobraźcie sobie, że jest on najbardziej zaawansowany z całej książeczki (moim faworytem jest kurczak z warzywami na patelnię i śmietaną :D)! W sumie nie bardzo wiem, po co tu ten serek topiony, ale jak kazali, to dajemy.
Gotowe danie wychodzi nie tak przeraźliwie słone jak na początku, ale dla mnie strasznie mdłe, dlatego doprawiłam całość sporą szczyptą gałki muszkatołowej i bardzo dużą ilością pieprzu, a wtedy stało się naprawdę smaczne :) Z zasady w kuchni używam bardzo mało soli, pewnie dlatego właśnie poza nią zbyt wiele smaku bulionetki nie wyczułam, ciężko zatem stwierdzić, czy coś wzbogaciła ;) Produkt okazał się w miarę ok, natomiast nie wydaje mi się, by miał szansę na stałe zagościć w mojej kuchni.
A Wy próbowaliście już bulionetek? Jakie są Wasze opinie?
Smacznego!
środa, 26 listopada 2014
środa, 12 listopada 2014
Dworcowe zapiekanki
Któż z nas nie pamięta tych obskurnych dworcowych budek, w których bywali wszyscy z wyjątkiem Sanepidu? Hamburgery, hot-dogi, a zwłaszcza zapiekanki z takich bud smakowały wybornie. Odtwórzmy zatem ten smak! Dzisiejszy przepis powstał za sprawą specjalnego gościa, którym jest mój luby, może i nieszczególnie utalentowany kulinarnie, ale za to robiący najlepsze dworcowe zapiekanki na świecie ;)
Składniki:
- dwie długie bułki
- ok. 5 pieczarek
- 200 g żółtego sera
- margaryna
- sól, pieprz
- ketchup
- opcjonalnie 3-4 plasterki szynki
Przygotowania zaczynamy od starcia na grubych oczkach tarki pieczarek i sera. Szynkę kroimy w paseczki, bułki przekrawamy wzdłuż na pół, o tak:
Teraz czas na komponowanie naszych zapiekanek - każdą połówkę bułki smarujemy margaryną (nie masłem, widział kto w dworcowej budzie masło?), na końcówkach nieco grubiej, luby podkreślił, że mam to napisać ;) Na tak przygotowane zapiekanki kładziemy paseczki szynki, (to taka wersja de luxe, w budzie byście takiego wypasu nie mieli, dlatego jak ktoś jest tradycjonalistą, to niech ten punkt pominie) nie musi być ich dużo, w sumie im mniej, tym bardziej dworcowo ;)
Następnie na wierzchu lądują pieczarki. Nam na idealną proporcję wystarczyło 5 sztuk, ale ostateczna ilość zależy przede wszystkim od długości użytych przez Was bułek. Na tym etapie przyprawiamy całość dość obficie solą i pieprzem. Na samej górze rozkładamy starty żółty ser i nasza robota na tym się kończy.
Dzieła dopełni teraz piekarnik rozgrzany do 180 st. C, potrwa to ok. 10-15 minut. Pieczarki muszą zredukować swoją objętość, a ser ładnie się rozpuścić, wtedy wiemy, że nasze zapiekanki są już gotowe ;) Podajemy je oczywiście gorące i, co jeszcze bardziej oczywiste, koniecznie polane wodnistym ketchupem :P
Smacznego!
Składniki:
- dwie długie bułki
- ok. 5 pieczarek
- 200 g żółtego sera
- margaryna
- sól, pieprz
- ketchup
- opcjonalnie 3-4 plasterki szynki
Przygotowania zaczynamy od starcia na grubych oczkach tarki pieczarek i sera. Szynkę kroimy w paseczki, bułki przekrawamy wzdłuż na pół, o tak:
Teraz czas na komponowanie naszych zapiekanek - każdą połówkę bułki smarujemy margaryną (nie masłem, widział kto w dworcowej budzie masło?), na końcówkach nieco grubiej, luby podkreślił, że mam to napisać ;) Na tak przygotowane zapiekanki kładziemy paseczki szynki, (to taka wersja de luxe, w budzie byście takiego wypasu nie mieli, dlatego jak ktoś jest tradycjonalistą, to niech ten punkt pominie) nie musi być ich dużo, w sumie im mniej, tym bardziej dworcowo ;)
Następnie na wierzchu lądują pieczarki. Nam na idealną proporcję wystarczyło 5 sztuk, ale ostateczna ilość zależy przede wszystkim od długości użytych przez Was bułek. Na tym etapie przyprawiamy całość dość obficie solą i pieprzem. Na samej górze rozkładamy starty żółty ser i nasza robota na tym się kończy.
Dzieła dopełni teraz piekarnik rozgrzany do 180 st. C, potrwa to ok. 10-15 minut. Pieczarki muszą zredukować swoją objętość, a ser ładnie się rozpuścić, wtedy wiemy, że nasze zapiekanki są już gotowe ;) Podajemy je oczywiście gorące i, co jeszcze bardziej oczywiste, koniecznie polane wodnistym ketchupem :P
Smacznego!
wtorek, 4 listopada 2014
Zupa krem z dyni
Mamy sezon na dynie, grzechem byłoby więc z tego nie skorzystać :) Nigdy wcześniej nie robiłam takiej zupy, poszperałam więc tu i ówdzie i znalazłam świetny przepis. Pochodzi on z książki B. Bytnerowicz pt. "Kuchnia oszczędnej gospodyni" z 1987 roku. Tytuł adekwatny do założeń bloga, czyż nie? :) Zmieniłam w niej tylko, a raczej dodałam przyprawy, o których autorka wydała się całkowicie zapomnieć. Użyłam miąższu dyni, który pozostał mi z tej zabawy. Ta propozycja moim zdaniem jest dużo lepsza od kremu np. z marchewką, bo nie wychodzi na słodko, jest za to wspaniale kremowa i wyrazista w smaku.
Składniki:
- ok. 400 g dyni
- 1 litr bulionu warzywnego
- 200 g pomidorów
- 1 łyżka margaryny
- 1 łyżka mąki
- 1/2 szklanki śmietany 18%
- posiekana natka pietruszki
- grzanki (np. takie jak tu)
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa (można zastąpić mielonym imbirem)
Przygotowanie jest bardzo proste, zajmuje co prawda sporo czasu, jednakże przez jego większość zupa robi się sama ;) Najpierw miąższ dyni kroimy na mniejsze kawałki, wrzucamy do garnka, zalewamy bulionem, stawiamy na gazie i dajemy temu spokój. Musimy poczekać, aż dynia zmięknie, to ok. 20 minut gotowania.
Gdy dynia będzie już miękka, dodajemy pomidory pokrojone w kostkę, sól, pieprz i szczyptę gałki, a następnie dajemy temu spokój na kolejne pół godziny.
Teraz czas odstawić naszą zupę do przestygnięcia, po czym ją zblendować. Następnie robimy zasmażkę - na rozpuszczoną margarynę wsypujemy mąkę i bardzo szybko mieszamy, aż całość się połączy.
Zupę ponownie podgrzewamy, dodajemy zasmażkę, a gdy całość zgęstnieje śmietanę. Teraz pozostaje tylko doprawić ją solą, pieprzem i gałką według indywidualnych upodobań.
Obawiając się kalorii, śmietanę z przepisu można śmiało pominąć. Do zagęszczenia użyć możecie również mąki dokładnie rozmieszanej w zimnej wodzie. Zamiast gałki dopuszczalny jest imbir, pamiętajmy jednak, żeby przy każdej z tych przypraw zachować umiar, gdyż są bardzo aromatyczne, a nie chcemy, by ich smak bez reszty zdominował nasze danie :)
Gotową zupę podajemy z grzankami posypaną natką pietruszki.
Smacznego!
Składniki:
- ok. 400 g dyni
- 1 litr bulionu warzywnego
- 200 g pomidorów
- 1 łyżka margaryny
- 1 łyżka mąki
- 1/2 szklanki śmietany 18%
- posiekana natka pietruszki
- grzanki (np. takie jak tu)
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa (można zastąpić mielonym imbirem)
Przygotowanie jest bardzo proste, zajmuje co prawda sporo czasu, jednakże przez jego większość zupa robi się sama ;) Najpierw miąższ dyni kroimy na mniejsze kawałki, wrzucamy do garnka, zalewamy bulionem, stawiamy na gazie i dajemy temu spokój. Musimy poczekać, aż dynia zmięknie, to ok. 20 minut gotowania.
Gdy dynia będzie już miękka, dodajemy pomidory pokrojone w kostkę, sól, pieprz i szczyptę gałki, a następnie dajemy temu spokój na kolejne pół godziny.
Teraz czas odstawić naszą zupę do przestygnięcia, po czym ją zblendować. Następnie robimy zasmażkę - na rozpuszczoną margarynę wsypujemy mąkę i bardzo szybko mieszamy, aż całość się połączy.
Zupę ponownie podgrzewamy, dodajemy zasmażkę, a gdy całość zgęstnieje śmietanę. Teraz pozostaje tylko doprawić ją solą, pieprzem i gałką według indywidualnych upodobań.
Obawiając się kalorii, śmietanę z przepisu można śmiało pominąć. Do zagęszczenia użyć możecie również mąki dokładnie rozmieszanej w zimnej wodzie. Zamiast gałki dopuszczalny jest imbir, pamiętajmy jednak, żeby przy każdej z tych przypraw zachować umiar, gdyż są bardzo aromatyczne, a nie chcemy, by ich smak bez reszty zdominował nasze danie :)
Gotową zupę podajemy z grzankami posypaną natką pietruszki.
Smacznego!
piątek, 31 października 2014
Jack-o'-lantern, czyli dynia na Halloween
Czas na halloweenowy specjal - zrobimy jack-o'-lantern. Jej nazwa wywodzi się z legendy o mężczyźnie imieniem, a jakże, Jack, który zawarł dwukrotnie pakt z diabłem, za każdym razem z użyciem podstępu. Po śmierci nie mógł trafić do nieba, kolegował się wszak z konkurencją, ta zaś nie chciała go widzieć w piekielnych wrotach, bo zakpił sobie z ich szefa. Tym samym Jack pozostać musiał na ziemskim padole, chodząc z latarnią aż do dnia sądu. Jednakże tradycja dorabiania strasznych mordek jarzynie jest o wiele starsza, a wywodzi się ona z dokładnie tego samego źródła co Halloween - celtyckiego Samhain, dnia końca roku, w którym światy żywych i zmarłych przeplatały się, a duchy jeszcze nienarodzonych oraz zmarłych niedawno osób poszukiwały miejsca do zamieszkania... w ciałach tych jak najbardziej żyjących. Wyrzeźbione straszne mordki miały na celu odstraszenie demonów i ochronę domostw. Dopóki nie odkryto Ameryki, nie mieliśmy dyń, stąd też rzeźbiono co było - ziemniaki, brukiew, rzepę... W domach gaszono ogień, by stały się zimne i odpychające, a ich mieszkańcy ubierali zniszczone ubrania, by wyglądać na kiepskie mieszkanko dla zbłąkanej duszy. Ognie palono za to w lasach, gdzie składano także ofiary dla zmarłych, by odciągnąć ich od ludzkich osad. Tradycja Samhain u Celtów, podobnie jak Dziadów (zwanych również Zaduszkami) u Słowian i Bałtów była tak silna, że zmusiła chrześcijaństwo do zmiany daty Wszystkich Świętych z 13 maja na 1 listopada. To właśnie Słowianom zawdzięczamy zwyczaj zapalania zniczy na grobach - oryginalnie ognie w miejscach pochówku miały być drogowskazem dla błądzących tej nocy dusz, by bezpiecznie trafiły do miejsc spoczynku.
Tyle ciekawostek. Dziś to pradawne święto stało się pretekstem do komercyjnej zabawy opartej luźno na motywach pogańskich. W Polsce nie jest ono ciągle zbyt popularne, niemniej jednak pewne jego elementy są zwyczajnie fajne, zwłaszcza dla dzieci. Przy okazji przygotowywania zupy dyniowej postanowiłam zatem wydrążyć dla Was jack-o'-lantern, wspaniałą ozdobę domu w tym przygnębiającym jesiennym otoczeniu :)
Potrzebne nam będą:
- dynia o wadze minimum 2,5 kg
- ostry nóż
- marker
- łyżka
- dwie miski
- świeca
Przy wyborze dyni ważne są trzy rzeczy - po pierwsze jej spód musi by na tyle płaski, by można ją było swobodnie postawić. Po drugie, powinna mieć ona trzon, czyli ten zielony ogonek na górze. Po trzecie, w tym konkretnym przypadku akurat rozmiar ma znaczenie - ogólnie im większa dynia, tym lepiej się ją drąży. Na początku musimy odciąć jej górną część, najlepiej lekko pod skosem, by nasza czapeczka się trzymała.
Teraz odcinamy nadmiar miąższu od czapeczki, a następnie przystępujemy do żmudnego procesu drążenia. Miękką część po wyjęciu oddzielamy od pestek, twardą trzeba niestety skrobać łyżką, chyba że mamy na tyle dużą dynię, by dało się ją wyciąć nożem. Pestek nie wyrzucamy - wysuszone będą wspaniałą przekąską. Miąższ zaś posłuży nam do przygotowania niecodziennej zupy dyniowej.
Gdy dynia jest już wydrążona, czas na zrobienie mordki. Pole do popisu jest to spore, ja jednak przy moim absolutnym braku talentu plastycznego poleciałam po najmniejszej linii oporu :P Dla bardziej uzdolnionych internet pełen jest pomysłów na kreatywne wycinanki :)
Teraz pozostaje już tylko wyciąć otworki w zaznaczonych miejscach, poprawić niedoróbki przy wycięciach, ewentualnie tą drogą dociąć trochę nadmiarowego miąższu i gotowe :)
Dla lepszego klimatu do środka włożyłam mały wklad do znicza, ale Wy możecie użyć klasycznych tealightów lub normalnej świeczki. Nawet moja wesoła dynia w całkowitej ciemności prezentuje się całkiem strasznie :)
To tyle na dziś, mam nadzieję, że miło spędzicie tę magiczną noc i nie wejdzie w Was żadna zbłąkana dusza :D
Udanej zabawy!
(Nie tylko przy wycinaniu dyni :P)
Tyle ciekawostek. Dziś to pradawne święto stało się pretekstem do komercyjnej zabawy opartej luźno na motywach pogańskich. W Polsce nie jest ono ciągle zbyt popularne, niemniej jednak pewne jego elementy są zwyczajnie fajne, zwłaszcza dla dzieci. Przy okazji przygotowywania zupy dyniowej postanowiłam zatem wydrążyć dla Was jack-o'-lantern, wspaniałą ozdobę domu w tym przygnębiającym jesiennym otoczeniu :)
Potrzebne nam będą:
- dynia o wadze minimum 2,5 kg
- ostry nóż
- marker
- łyżka
- dwie miski
- świeca
Przy wyborze dyni ważne są trzy rzeczy - po pierwsze jej spód musi by na tyle płaski, by można ją było swobodnie postawić. Po drugie, powinna mieć ona trzon, czyli ten zielony ogonek na górze. Po trzecie, w tym konkretnym przypadku akurat rozmiar ma znaczenie - ogólnie im większa dynia, tym lepiej się ją drąży. Na początku musimy odciąć jej górną część, najlepiej lekko pod skosem, by nasza czapeczka się trzymała.
Teraz odcinamy nadmiar miąższu od czapeczki, a następnie przystępujemy do żmudnego procesu drążenia. Miękką część po wyjęciu oddzielamy od pestek, twardą trzeba niestety skrobać łyżką, chyba że mamy na tyle dużą dynię, by dało się ją wyciąć nożem. Pestek nie wyrzucamy - wysuszone będą wspaniałą przekąską. Miąższ zaś posłuży nam do przygotowania niecodziennej zupy dyniowej.
Gdy dynia jest już wydrążona, czas na zrobienie mordki. Pole do popisu jest to spore, ja jednak przy moim absolutnym braku talentu plastycznego poleciałam po najmniejszej linii oporu :P Dla bardziej uzdolnionych internet pełen jest pomysłów na kreatywne wycinanki :)
Teraz pozostaje już tylko wyciąć otworki w zaznaczonych miejscach, poprawić niedoróbki przy wycięciach, ewentualnie tą drogą dociąć trochę nadmiarowego miąższu i gotowe :)
Dla lepszego klimatu do środka włożyłam mały wklad do znicza, ale Wy możecie użyć klasycznych tealightów lub normalnej świeczki. Nawet moja wesoła dynia w całkowitej ciemności prezentuje się całkiem strasznie :)
To tyle na dziś, mam nadzieję, że miło spędzicie tę magiczną noc i nie wejdzie w Was żadna zbłąkana dusza :D
Udanej zabawy!
(Nie tylko przy wycinaniu dyni :P)
niedziela, 26 października 2014
Pikantna potrawka z kurczaka z pieczarkami i pomidorami
Do przygotowania tej potrawy zainspirowały mnie dwie rzeczy - pierwszą był z gruntu nijaki przepis diety paleo podrzucony mi przez koleżankę, który znajdował się na jednej z anglojęzycznych stron na facebooku - przyznam bez bicia, że zgubiłam do niego link, jak znajdę to wkleję ;) Drugim czynnikiem była nowo odkryta przeze mnie przyprawa zwana czubrycą, na którą natknęłam się na jednym ze stoisk podczas miejskiego jarmarku. Jest to mieszanka cząbru, kozieradki, papryki chilli, papryki słodkiej, czarnego pieprzu, suszonej cebuli, czosnku i tymianku. Od sprzedawczyni dowiedziałam się, że pasuje ona praktycznie do wszystkiego - mięs, sałatek, zapiekanek, kanapek, sosów... Musiałam to sprawdzić ;)
Składniki:
- 1 podwójna pierś z kurczaka
- 0,5 kg pieczarek
- 2 świeże pomidory
- kilka suszonych pomidorów
- dwie średnie cebule
- duży ząbek czosnku
- łyżka czerwonej czubrycy
- dwie łyżki sosu sojowego
- tłuszcz do smażenia (u mnie oliwa z suszonych pomidorów)
- sól
Pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić, jest zamarynowanie mięsa - umytego i pokrojonego w kostkę kurczaka wrzucamy do miski i mieszamy z sosem sojowym i czubrycą. Ważna uwaga - jej czerwona odmiana jest dość ostra, stąd warto zwrócić uwagę zarówno na długość marynowania (u mnie jedna godzina), jak i ilość użytej przyprawy, z podanej przeze mnie proporcji potrawka wychodzi mocno pikantna, ale nie bardzo ostra. W zależności od upodobań przyprawy użyć można mniej, doprawiając dodatkowo ulubionymi ziołami, lub też dostosować czas marynowania - moim zdaniem absolutne minimum to kwadrans.
Gdy mięso się marynuje, mamy czas na przygotowanie pozostałych składników - pieczarki kroimy w plasterki, cebulę w kostkę lub piórka, czosnek traktujemy praską lub bardzo drobno siekamy, świeże pomidory parzymy, a następnie obieramy ze skóry, suszone zaś kroimy na malutkie kawałeczki. Ja użyłam bodaj czterech, bo tyle mi zostało w słoiku, Wy użyć możecie więcej, jeśli ktoś lubi :) Później jest już z górki - na rozgrzany tłuszcz wrzucamy cebulę, po 2-3 minutach dodajemy czosnek, wszystko razem szklimy pilnując, by czosnek nie zbrązowiał, następnie dodajemy kurczaka z całą marynatą, a gdy będzie już ładnie podsmażony na patelni lądują pieczarki.
W tym momencie dodajemy odrobinę soli, by pieczarki szybciej puściły sok. Nie szalejmy z tą solą, sos sojowy już zrobił jej robotę ;) Czekamy, aż będą miękkie, a następnie wkrawamy pomidory - ja robię to trzymając je bezpośrednio nad patelnią, by nie uciekło ani trochę soku. Wielkość kawałków nie ma wielkiego znaczenia, i tak mają się rozpaść ;) W tym czasie dodajemy też pomidory suszone (kilka kawałków możemy zostawić do dekoracji) i dajemy temu spokój, raz na jakiś czas mieszając, aż do momentu, w którym nasza potrawka będzie wyglądała mniej więcej tak:
Obiad w zasadzie gotowy, teraz sosik można ewentualnie zredukować do pożądanej konsystencji i doprawić według własnych upodobań, jeśli ktoś widzi taką potrzebę. Gotowe danie podajemy z ulubionymi dodatkami - u mnie była to kasza jaglana, ale równie dobrze pasować będzie ryż, kasza jęczmienna, pęczak, czy też ziemniaki.
Smacznego!
Składniki:
- 1 podwójna pierś z kurczaka
- 0,5 kg pieczarek
- 2 świeże pomidory
- kilka suszonych pomidorów
- dwie średnie cebule
- duży ząbek czosnku
- łyżka czerwonej czubrycy
- dwie łyżki sosu sojowego
- tłuszcz do smażenia (u mnie oliwa z suszonych pomidorów)
- sól
Pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić, jest zamarynowanie mięsa - umytego i pokrojonego w kostkę kurczaka wrzucamy do miski i mieszamy z sosem sojowym i czubrycą. Ważna uwaga - jej czerwona odmiana jest dość ostra, stąd warto zwrócić uwagę zarówno na długość marynowania (u mnie jedna godzina), jak i ilość użytej przyprawy, z podanej przeze mnie proporcji potrawka wychodzi mocno pikantna, ale nie bardzo ostra. W zależności od upodobań przyprawy użyć można mniej, doprawiając dodatkowo ulubionymi ziołami, lub też dostosować czas marynowania - moim zdaniem absolutne minimum to kwadrans.
Gdy mięso się marynuje, mamy czas na przygotowanie pozostałych składników - pieczarki kroimy w plasterki, cebulę w kostkę lub piórka, czosnek traktujemy praską lub bardzo drobno siekamy, świeże pomidory parzymy, a następnie obieramy ze skóry, suszone zaś kroimy na malutkie kawałeczki. Ja użyłam bodaj czterech, bo tyle mi zostało w słoiku, Wy użyć możecie więcej, jeśli ktoś lubi :) Później jest już z górki - na rozgrzany tłuszcz wrzucamy cebulę, po 2-3 minutach dodajemy czosnek, wszystko razem szklimy pilnując, by czosnek nie zbrązowiał, następnie dodajemy kurczaka z całą marynatą, a gdy będzie już ładnie podsmażony na patelni lądują pieczarki.
W tym momencie dodajemy odrobinę soli, by pieczarki szybciej puściły sok. Nie szalejmy z tą solą, sos sojowy już zrobił jej robotę ;) Czekamy, aż będą miękkie, a następnie wkrawamy pomidory - ja robię to trzymając je bezpośrednio nad patelnią, by nie uciekło ani trochę soku. Wielkość kawałków nie ma wielkiego znaczenia, i tak mają się rozpaść ;) W tym czasie dodajemy też pomidory suszone (kilka kawałków możemy zostawić do dekoracji) i dajemy temu spokój, raz na jakiś czas mieszając, aż do momentu, w którym nasza potrawka będzie wyglądała mniej więcej tak:
Obiad w zasadzie gotowy, teraz sosik można ewentualnie zredukować do pożądanej konsystencji i doprawić według własnych upodobań, jeśli ktoś widzi taką potrzebę. Gotowe danie podajemy z ulubionymi dodatkami - u mnie była to kasza jaglana, ale równie dobrze pasować będzie ryż, kasza jęczmienna, pęczak, czy też ziemniaki.
Smacznego!
niedziela, 19 października 2014
Wieprzowina słodko-kwaśna
Dziś będzie azjatycko - przed Wami dość czasochłonny, niemniej jednak rewelacyjnie smaczny sposób na wykorzystanie naszego domowego sosu słodko-kwaśnego.
Składniki:
- 0,5 kg mięsa wieprzowego (u mnie z łopatki)
- sos słodko-kwaśny (ilość taka jak w przepisie)
- mrożona mieszanka chińskich warzyw
- sos sojowy
- pieprz
- tłuszcz do smażenia
Jak łatwo się domyślić, przygotowanie nie jest zbyt skomplikowane - najlepiej zacząć od sosu, w którym ważne jest, by wszystkie smaki się przegryzły, dlatego więc gdy będzie gotowy, odstawiamy go do przestygnięcia. Następnie mięso kroimy w niezbyt grube paski, warzywa rozmrażamy. Jeśli chcecie użyć świeżych, skład mojej ulubionej mieszanki znajdziecie tu. Tymczasem mięso wrzucamy na rozgrzany tłuszcz i wkraczamy w najbardziej czasochłonny etap, gdyż wieprzowina musi nam zmięknąć. Podczas smażenia doprawiamy ją nieco pieprzem i sosem sojowym. Gdy będzie już miękka, na patelni lądują warzywka.
Następnie po zmięknięciu warzyw na patelni ląduje nasz sos. Teraz czas na doprawienie według uznania większą ilością pieprzu i sosu sojowego, choć moim zdaniem nie jest to konieczne ;)
Gotowe danie najlepiej podawać z ryżem, u mnie był klasyczny biały, ale jeśli macie ochotę, można przygotować go na sypko z kurkumą bądź smażony z curry ;)
Smacznego!
Składniki:
- 0,5 kg mięsa wieprzowego (u mnie z łopatki)
- sos słodko-kwaśny (ilość taka jak w przepisie)
- mrożona mieszanka chińskich warzyw
- sos sojowy
- pieprz
- tłuszcz do smażenia
Jak łatwo się domyślić, przygotowanie nie jest zbyt skomplikowane - najlepiej zacząć od sosu, w którym ważne jest, by wszystkie smaki się przegryzły, dlatego więc gdy będzie gotowy, odstawiamy go do przestygnięcia. Następnie mięso kroimy w niezbyt grube paski, warzywa rozmrażamy. Jeśli chcecie użyć świeżych, skład mojej ulubionej mieszanki znajdziecie tu. Tymczasem mięso wrzucamy na rozgrzany tłuszcz i wkraczamy w najbardziej czasochłonny etap, gdyż wieprzowina musi nam zmięknąć. Podczas smażenia doprawiamy ją nieco pieprzem i sosem sojowym. Gdy będzie już miękka, na patelni lądują warzywka.
Następnie po zmięknięciu warzyw na patelni ląduje nasz sos. Teraz czas na doprawienie według uznania większą ilością pieprzu i sosu sojowego, choć moim zdaniem nie jest to konieczne ;)
Gotowe danie najlepiej podawać z ryżem, u mnie był klasyczny biały, ale jeśli macie ochotę, można przygotować go na sypko z kurkumą bądź smażony z curry ;)
Smacznego!
poniedziałek, 29 września 2014
Sos słodko - kwaśny bez warzyw
Dziś na tapetę bierzemy kuchnię azjatycką - zamiast kupować gotowy sos słodko - kwaśny w sklepie możemy minimalnym kosztem w kilka minut przygotować własny, do tego z produktów, które większość z nas zawsze ma w domu ;) Przygotowując nasz sos zmodyfikowałam nieco tę propozycję.
Składniki:
- 3 łyżki ketchupu
- 3 łyżki sosu sojowego
- 3 łyżki cukru
- 3 łyżki octu
- 3 łyżeczki mielonego imbiru
- 2 małe ząbki czosnku
- 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
- 1 łyżeczka oleju
Jak już wspominałam, wykonanie jest bardzo szybkie i banalnie proste - najpierw na olej wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek wraz z imbirem.
Gdy całość leciutko się podsmaży, do garnka dodajemy wszystkie pozostałe składniki za wyjątkiem mąki ziemniaczanej, mieszamy, czekamy, aż wszystko ładnie się połączy, następnie dodajemy mąkę, która fajnie nam nasz sosik zagęści. Jeśli chcemy, by był rzadszy, można nieco podlać go wodą.
Gotowe :) Sos jest idealny zarówno do wszelkiego rodzaju dań kuchni azjatyckiej jak i warzyw na patelnię, mięs, ryżu,. a nawet makaronu. Do kanapek też się nada ;) Można zrobić go więcej i zapasteryzować w słoiku, moim zdaniem jednak jego przygotowanie jest tak szybkie i proste, że nie jest to konieczne.
Smacznego!
Składniki:
- 3 łyżki ketchupu
- 3 łyżki sosu sojowego
- 3 łyżki cukru
- 3 łyżki octu
- 3 łyżeczki mielonego imbiru
- 2 małe ząbki czosnku
- 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
- 1 łyżeczka oleju
Jak już wspominałam, wykonanie jest bardzo szybkie i banalnie proste - najpierw na olej wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek wraz z imbirem.
Gdy całość leciutko się podsmaży, do garnka dodajemy wszystkie pozostałe składniki za wyjątkiem mąki ziemniaczanej, mieszamy, czekamy, aż wszystko ładnie się połączy, następnie dodajemy mąkę, która fajnie nam nasz sosik zagęści. Jeśli chcemy, by był rzadszy, można nieco podlać go wodą.
Gotowe :) Sos jest idealny zarówno do wszelkiego rodzaju dań kuchni azjatyckiej jak i warzyw na patelnię, mięs, ryżu,. a nawet makaronu. Do kanapek też się nada ;) Można zrobić go więcej i zapasteryzować w słoiku, moim zdaniem jednak jego przygotowanie jest tak szybkie i proste, że nie jest to konieczne.
Smacznego!
niedziela, 21 września 2014
Pizza margherita
Moja pierwsza pizza wyszła bez konkretnego kształtu, niemniej jednak zaskakująco dobra ;) Wychodząc z założenia, że im mniej składników, tym lepiej, zdecydowałam się na klasyczną margheritę, ale oczywiście ilość dodatków jest uzależniona jedynie od Waszego gustu i fantazji ;) Jeśli lubicie eksperymenty z rodzajem i grubością ciasta, polecam tę stronę.
Składniki:
Ciasto:
- szklanka mąki tortowej
- 25 g drożdży
- łyżeczka oleju
- łyżeczka cukru
- pół szklanki ciepłej wody
Sos:
- puszka pomidorów bez skórki
- odrobina oleju
- łyżeczka bazylii
- łyżeczka oregano
- sól, pieprz
Dodatkowo:
- listki świeżej bazylii
- ser mozarella
- ulubione dodatki
Kolejność wykonywania zależna jest od tego, jakie ciasto lubimy - jeśli ma być puszyste, to od niego zaczynamy, jeśli chcemy pizzę na cienkim spodzie, w pierwszej kolejności zabieramy się za sos, a jest on banalnie prosty - do garnka wrzucamy całą zawartość puszki pomidorów, do tego olej (ok. 1 łyżeczki, nie więcej). Gdy całość się zagotuje, dodajemy zioła, doprawiamy solą i pieprzem, po czym dajemy się temu spokojnie pogotować przez jakieś 10 minut, aż pomidory się rozpadną. Jeśli będą oporne, sos przestudzamy i traktujemy blenderem ;)
Teraz kolej na ciasto. W ciepłej wodzie rozpuszczamy drożdże, dodajemy cukier, mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji, a gdy takową uzyskamy, wlewamy ją do miski z pozostałymi składnikami i wyrabiamy. To zdecydowanie najnudniejszy moment. Po około 15 minutach powinniśmy uzyskać ładną kulkę ciasta, z której następnie formujemy naszą pizzę na lekko natłuszczonej blasze, smarujemy ciasto sosem, na nim ląduje pokrojona w plastry mozarella oraz, jeśli macie ochotę, inne dodatki i czas do pieca ;) 180 st. C, około 15 minut pieczenia i nasz obiad jest gotowy. Gotową pizzę posypujemy listkami bazylii.
Moja pizza była na cienkim cieście, jeśli chcecie, by Wasze była puszyste, wystarczy wyrobioną kulkę odstawić w ciepłe miejsce na 10 - 20 minut. Im krócej będzie stało, tym mniej później wyrośnie ;)
Smacznego!
Składniki:
Ciasto:
- szklanka mąki tortowej
- 25 g drożdży
- łyżeczka oleju
- łyżeczka cukru
- pół szklanki ciepłej wody
Sos:
- puszka pomidorów bez skórki
- odrobina oleju
- łyżeczka bazylii
- łyżeczka oregano
- sól, pieprz
Dodatkowo:
- listki świeżej bazylii
- ser mozarella
- ulubione dodatki
Kolejność wykonywania zależna jest od tego, jakie ciasto lubimy - jeśli ma być puszyste, to od niego zaczynamy, jeśli chcemy pizzę na cienkim spodzie, w pierwszej kolejności zabieramy się za sos, a jest on banalnie prosty - do garnka wrzucamy całą zawartość puszki pomidorów, do tego olej (ok. 1 łyżeczki, nie więcej). Gdy całość się zagotuje, dodajemy zioła, doprawiamy solą i pieprzem, po czym dajemy się temu spokojnie pogotować przez jakieś 10 minut, aż pomidory się rozpadną. Jeśli będą oporne, sos przestudzamy i traktujemy blenderem ;)
Teraz kolej na ciasto. W ciepłej wodzie rozpuszczamy drożdże, dodajemy cukier, mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji, a gdy takową uzyskamy, wlewamy ją do miski z pozostałymi składnikami i wyrabiamy. To zdecydowanie najnudniejszy moment. Po około 15 minutach powinniśmy uzyskać ładną kulkę ciasta, z której następnie formujemy naszą pizzę na lekko natłuszczonej blasze, smarujemy ciasto sosem, na nim ląduje pokrojona w plastry mozarella oraz, jeśli macie ochotę, inne dodatki i czas do pieca ;) 180 st. C, około 15 minut pieczenia i nasz obiad jest gotowy. Gotową pizzę posypujemy listkami bazylii.
Moja pizza była na cienkim cieście, jeśli chcecie, by Wasze była puszyste, wystarczy wyrobioną kulkę odstawić w ciepłe miejsce na 10 - 20 minut. Im krócej będzie stało, tym mniej później wyrośnie ;)
Smacznego!
czwartek, 4 września 2014
Makaron z sosem śmietanowo - serowym
Kochani, przepraszam, że tak długo mnie tu nie było, miałam problemy z czytnikiem kart, przez co straciłam dostęp do najświeższych zdjęć, ale problem, na razie co prawda prowizorycznie, udało się rozwiązać ;) Dzisiejsza propozycja była moim pożegnaniem ze smacznym jedzeniem - na diecie takie rzeczy są niestety zbrodnią... Danie bardzo szybkie, ze składników, które większość ludzi stale ma w domu.
Składniki:
- 250 ml śmietany 18%
- 200 g startego żółtego sera
- 1 duża cebula
- 2 ząbki czosnku
- margaryna do smażenia
- sól, pieprz, chilli, gałka muszkatołowa
Jak pisałam powyżej, danie jest nad wyraz szybkie - wstawiamy wodę na makaron, w tym czasie cebulę kroimy w kostkę, a czosnek traktujemy praską, po czym lądują one na rozpuszczonej na patelni margarynie.
Gdy cebula się zeszkli, wlewamy śmietanę, ciągle mieszając trzymamy na ogniu kilka minut, następnie dodajemy ser i mieszamy tak długo, aż się rozpuści.
Teraz najtrudniejsza rzecz, czyli przyprawianie - musi być ono konkretne, bo śmietana i ser stanowią dość mdłą mieszankę - nie żałujmy soli, pieprzu i gałki muszkatołowej. Ja dodałam również szczyptę chilli, by całość stała się bardziej wyrazista Można wzbogacić sos natką pietruszki lub ulubionymi ziołami.
Smacznego!
Składniki:
- 250 ml śmietany 18%
- 200 g startego żółtego sera
- 1 duża cebula
- 2 ząbki czosnku
- margaryna do smażenia
- sól, pieprz, chilli, gałka muszkatołowa
Jak pisałam powyżej, danie jest nad wyraz szybkie - wstawiamy wodę na makaron, w tym czasie cebulę kroimy w kostkę, a czosnek traktujemy praską, po czym lądują one na rozpuszczonej na patelni margarynie.
Gdy cebula się zeszkli, wlewamy śmietanę, ciągle mieszając trzymamy na ogniu kilka minut, następnie dodajemy ser i mieszamy tak długo, aż się rozpuści.
Teraz najtrudniejsza rzecz, czyli przyprawianie - musi być ono konkretne, bo śmietana i ser stanowią dość mdłą mieszankę - nie żałujmy soli, pieprzu i gałki muszkatołowej. Ja dodałam również szczyptę chilli, by całość stała się bardziej wyrazista Można wzbogacić sos natką pietruszki lub ulubionymi ziołami.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)