wtorek, 4 listopada 2014

Zupa krem z dyni

Mamy sezon na dynie, grzechem byłoby więc z tego nie skorzystać :) Nigdy wcześniej nie robiłam takiej zupy, poszperałam więc tu i ówdzie i znalazłam świetny przepis. Pochodzi on z książki B. Bytnerowicz pt. "Kuchnia oszczędnej gospodyni" z 1987 roku. Tytuł adekwatny do założeń bloga, czyż nie? :) Zmieniłam w niej tylko, a raczej dodałam przyprawy, o których autorka wydała się całkowicie zapomnieć. Użyłam miąższu dyni, który pozostał mi z tej zabawy. Ta propozycja moim zdaniem jest dużo lepsza od kremu np. z marchewką, bo nie wychodzi na słodko, jest za to wspaniale kremowa i wyrazista w smaku.

Składniki:
- ok. 400 g dyni
- 1 litr bulionu warzywnego
- 200 g pomidorów
- 1 łyżka margaryny
- 1 łyżka mąki
- 1/2 szklanki śmietany 18%
- posiekana natka pietruszki
- grzanki (np. takie jak tu)
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa (można zastąpić mielonym imbirem)
Przygotowanie jest bardzo proste, zajmuje co prawda sporo czasu, jednakże przez jego większość zupa robi się sama ;) Najpierw miąższ dyni kroimy na mniejsze kawałki, wrzucamy do garnka, zalewamy bulionem, stawiamy na gazie i dajemy temu spokój. Musimy poczekać, aż dynia zmięknie, to ok. 20 minut gotowania.
Gdy dynia będzie już miękka, dodajemy pomidory pokrojone w kostkę, sól, pieprz i szczyptę gałki, a następnie dajemy temu spokój na kolejne pół godziny.
Teraz czas odstawić naszą zupę do przestygnięcia, po czym ją zblendować. Następnie robimy zasmażkę - na rozpuszczoną margarynę wsypujemy mąkę i bardzo szybko mieszamy, aż całość się połączy.
Zupę ponownie podgrzewamy, dodajemy zasmażkę, a gdy całość zgęstnieje śmietanę. Teraz pozostaje tylko doprawić ją solą, pieprzem i gałką według indywidualnych upodobań.
Obawiając się kalorii, śmietanę z przepisu można śmiało pominąć. Do zagęszczenia użyć możecie również mąki dokładnie rozmieszanej w zimnej wodzie. Zamiast gałki dopuszczalny jest imbir, pamiętajmy jednak, żeby przy każdej z tych przypraw zachować umiar, gdyż są bardzo aromatyczne, a nie chcemy, by ich smak bez reszty zdominował nasze danie :)
Gotową zupę podajemy z grzankami posypaną natką pietruszki.

Smacznego!

piątek, 31 października 2014

Jack-o'-lantern, czyli dynia na Halloween

Czas na halloweenowy specjal - zrobimy jack-o'-lantern. Jej nazwa wywodzi się z legendy o mężczyźnie imieniem, a jakże, Jack, który zawarł dwukrotnie pakt z diabłem, za każdym razem z użyciem podstępu. Po śmierci nie mógł trafić do nieba, kolegował się wszak z konkurencją, ta zaś nie chciała go widzieć w piekielnych wrotach, bo zakpił sobie z ich szefa. Tym samym Jack pozostać musiał na ziemskim padole, chodząc z latarnią aż do dnia sądu. Jednakże tradycja dorabiania strasznych mordek jarzynie jest o wiele starsza, a wywodzi się ona z dokładnie tego samego źródła co Halloween - celtyckiego Samhain, dnia końca roku, w którym światy żywych i zmarłych przeplatały się, a duchy jeszcze nienarodzonych oraz zmarłych niedawno osób poszukiwały miejsca do zamieszkania... w ciałach tych jak najbardziej żyjących. Wyrzeźbione straszne mordki miały na celu odstraszenie demonów i ochronę domostw. Dopóki nie odkryto Ameryki, nie mieliśmy dyń, stąd też rzeźbiono co było - ziemniaki, brukiew, rzepę... W domach gaszono ogień, by stały się zimne i odpychające, a ich mieszkańcy ubierali zniszczone ubrania, by wyglądać na kiepskie mieszkanko dla zbłąkanej duszy. Ognie palono za to w lasach, gdzie składano także ofiary dla zmarłych, by odciągnąć ich od ludzkich osad. Tradycja Samhain u Celtów, podobnie jak Dziadów (zwanych również Zaduszkami) u Słowian i Bałtów była tak silna, że zmusiła chrześcijaństwo do zmiany daty Wszystkich Świętych z 13 maja na 1 listopada. To właśnie Słowianom zawdzięczamy zwyczaj zapalania zniczy na grobach - oryginalnie ognie w miejscach pochówku miały być drogowskazem dla błądzących tej nocy dusz, by bezpiecznie trafiły do miejsc spoczynku.

Tyle ciekawostek. Dziś to pradawne święto stało się pretekstem do komercyjnej zabawy opartej luźno na motywach pogańskich. W Polsce nie jest ono ciągle zbyt popularne, niemniej jednak pewne jego elementy są zwyczajnie fajne, zwłaszcza dla dzieci. Przy okazji przygotowywania zupy dyniowej postanowiłam zatem wydrążyć dla Was jack-o'-lantern, wspaniałą ozdobę domu w tym przygnębiającym jesiennym otoczeniu :)

Potrzebne nam będą:
- dynia o wadze minimum 2,5 kg
- ostry nóż
- marker
- łyżka
- dwie miski
- świeca

Przy wyborze dyni ważne są trzy rzeczy - po pierwsze jej spód musi by na tyle płaski, by można ją było swobodnie postawić. Po drugie, powinna mieć ona trzon, czyli ten zielony ogonek na górze. Po trzecie, w tym konkretnym przypadku akurat rozmiar ma znaczenie - ogólnie im większa dynia, tym lepiej się ją drąży. Na początku musimy odciąć jej górną część, najlepiej lekko pod skosem, by nasza czapeczka się trzymała.
Teraz odcinamy nadmiar miąższu od czapeczki, a następnie przystępujemy do żmudnego procesu drążenia. Miękką część po wyjęciu oddzielamy od pestek, twardą trzeba niestety skrobać łyżką, chyba że mamy na tyle dużą dynię, by dało się ją wyciąć nożem. Pestek nie wyrzucamy - wysuszone będą wspaniałą przekąską. Miąższ zaś posłuży nam do przygotowania niecodziennej zupy dyniowej.
Gdy dynia jest już wydrążona, czas na zrobienie mordki. Pole do popisu jest to spore, ja jednak przy moim absolutnym braku talentu plastycznego poleciałam po najmniejszej linii oporu :P Dla bardziej uzdolnionych internet pełen jest pomysłów na kreatywne wycinanki :)
Teraz pozostaje już tylko wyciąć otworki w zaznaczonych miejscach, poprawić niedoróbki przy wycięciach, ewentualnie tą drogą dociąć trochę nadmiarowego miąższu i gotowe :)
Dla lepszego klimatu do środka włożyłam mały wklad do znicza, ale Wy możecie użyć klasycznych tealightów lub normalnej świeczki. Nawet moja wesoła dynia w całkowitej ciemności prezentuje się całkiem strasznie :)
To tyle na dziś, mam nadzieję, że miło spędzicie tę magiczną noc i nie wejdzie w Was żadna zbłąkana dusza :D

Udanej zabawy!
(Nie tylko przy wycinaniu dyni :P)


niedziela, 26 października 2014

Pikantna potrawka z kurczaka z pieczarkami i pomidorami

Do przygotowania tej potrawy zainspirowały mnie dwie rzeczy - pierwszą był z gruntu nijaki przepis diety paleo podrzucony mi przez koleżankę, który znajdował się na jednej z anglojęzycznych stron na facebooku - przyznam bez bicia, że zgubiłam do niego link, jak znajdę to wkleję ;) Drugim czynnikiem była nowo odkryta przeze mnie przyprawa zwana czubrycą, na którą natknęłam się na jednym ze stoisk podczas miejskiego jarmarku. Jest to mieszanka cząbru, kozieradki, papryki chilli, papryki słodkiej, czarnego pieprzu, suszonej cebuli, czosnku i tymianku. Od sprzedawczyni dowiedziałam się, że pasuje ona praktycznie do wszystkiego - mięs, sałatek, zapiekanek, kanapek, sosów... Musiałam to sprawdzić ;)

Składniki:
- 1 podwójna pierś z kurczaka
- 0,5 kg pieczarek
- 2 świeże pomidory
- kilka suszonych pomidorów
- dwie średnie cebule
- duży ząbek czosnku
- łyżka czerwonej czubrycy
- dwie łyżki sosu sojowego
- tłuszcz do smażenia (u mnie oliwa z suszonych pomidorów)
- sól
Pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić, jest zamarynowanie mięsa - umytego i pokrojonego w kostkę kurczaka wrzucamy do miski i mieszamy z sosem sojowym i czubrycą. Ważna uwaga - jej czerwona odmiana jest dość ostra, stąd warto zwrócić uwagę zarówno na długość marynowania (u mnie jedna godzina), jak i ilość użytej przyprawy, z podanej przeze mnie proporcji potrawka wychodzi mocno pikantna, ale nie bardzo ostra. W zależności od upodobań przyprawy użyć można mniej, doprawiając dodatkowo ulubionymi ziołami, lub też dostosować czas marynowania - moim zdaniem absolutne minimum to kwadrans.

Gdy mięso się marynuje, mamy czas na przygotowanie pozostałych składników - pieczarki kroimy w plasterki, cebulę w kostkę lub piórka, czosnek traktujemy praską lub bardzo drobno siekamy, świeże pomidory parzymy, a następnie obieramy ze skóry, suszone zaś kroimy na malutkie kawałeczki. Ja użyłam bodaj czterech, bo tyle mi zostało w słoiku, Wy użyć możecie więcej, jeśli ktoś lubi :) Później jest już z górki - na rozgrzany tłuszcz wrzucamy cebulę, po 2-3 minutach dodajemy czosnek, wszystko razem szklimy pilnując, by czosnek nie zbrązowiał, następnie dodajemy kurczaka z całą marynatą, a gdy będzie już ładnie podsmażony na patelni lądują pieczarki.
W tym momencie dodajemy odrobinę soli, by pieczarki szybciej puściły sok. Nie szalejmy z tą solą, sos sojowy już zrobił jej robotę ;) Czekamy, aż będą miękkie, a następnie wkrawamy pomidory - ja robię to trzymając je bezpośrednio nad patelnią, by nie uciekło ani trochę soku. Wielkość kawałków nie ma wielkiego znaczenia, i tak mają się rozpaść ;) W tym czasie dodajemy też pomidory suszone (kilka kawałków możemy zostawić do dekoracji) i dajemy temu spokój, raz na jakiś czas mieszając, aż do momentu, w którym nasza potrawka będzie wyglądała mniej więcej tak:
Obiad w zasadzie gotowy, teraz sosik można ewentualnie zredukować do pożądanej konsystencji i doprawić według własnych upodobań, jeśli ktoś widzi taką potrzebę. Gotowe danie podajemy z ulubionymi dodatkami - u mnie była to kasza jaglana, ale równie dobrze pasować będzie ryż, kasza jęczmienna, pęczak, czy też ziemniaki.

Smacznego!


Grzyby

niedziela, 19 października 2014

Wieprzowina słodko-kwaśna

Dziś będzie azjatycko - przed Wami dość czasochłonny, niemniej jednak rewelacyjnie smaczny sposób na wykorzystanie naszego domowego sosu słodko-kwaśnego.

Składniki:
- 0,5 kg mięsa wieprzowego (u mnie z łopatki)
- sos słodko-kwaśny (ilość taka jak w przepisie)
- mrożona mieszanka chińskich warzyw
- sos sojowy
- pieprz
- tłuszcz do smażenia
Jak łatwo się domyślić, przygotowanie nie jest zbyt skomplikowane - najlepiej zacząć od sosu, w którym ważne jest, by wszystkie smaki się przegryzły, dlatego więc gdy będzie gotowy, odstawiamy go do przestygnięcia. Następnie mięso kroimy w niezbyt grube paski, warzywa rozmrażamy. Jeśli chcecie użyć świeżych, skład mojej ulubionej mieszanki znajdziecie tu. Tymczasem mięso wrzucamy na rozgrzany tłuszcz i wkraczamy w najbardziej czasochłonny etap, gdyż wieprzowina musi nam zmięknąć. Podczas smażenia doprawiamy ją nieco pieprzem i sosem sojowym. Gdy będzie już miękka, na patelni lądują warzywka.
Następnie po zmięknięciu warzyw na patelni ląduje nasz sos. Teraz czas na doprawienie według uznania większą ilością pieprzu i sosu sojowego, choć moim zdaniem nie jest to konieczne ;)
Gotowe danie najlepiej podawać z ryżem, u mnie był klasyczny biały, ale jeśli macie ochotę, można przygotować go na sypko z kurkumą bądź smażony z curry ;)

Smacznego!



poniedziałek, 29 września 2014

Sos słodko - kwaśny bez warzyw

Dziś na tapetę bierzemy kuchnię azjatycką - zamiast kupować gotowy sos słodko - kwaśny w sklepie możemy minimalnym kosztem w kilka minut przygotować własny, do tego z produktów, które większość z nas zawsze ma w domu ;) Przygotowując nasz sos zmodyfikowałam nieco propozycję.

Składniki:
- 3 łyżki ketchupu
- 3 łyżki sosu sojowego
- 3 łyżki cukru
- 3 łyżki octu
- 3 łyżeczki mielonego imbiru
- 2 małe ząbki czosnku
- 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
- 1 łyżeczka oleju


Jak już wspominałam, wykonanie jest bardzo szybkie i banalnie proste - najpierw na olej wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek wraz z imbirem.
Gdy całość leciutko się podsmaży, do garnka dodajemy wszystkie pozostałe składniki za wyjątkiem mąki ziemniaczanej, mieszamy, czekamy, aż wszystko ładnie się połączy, następnie dodajemy mąkę, która fajnie nam nasz sosik zagęści. Jeśli chcemy, by był rzadszy, można nieco podlać go wodą.
Gotowe :) Sos jest idealny zarówno do wszelkiego rodzaju dań kuchni azjatyckiej jak i warzyw na patelnię, mięs, ryżu,. a nawet makaronu. Do kanapek też się nada ;) Można zrobić go więcej i zapasteryzować w słoiku, moim zdaniem jednak jego przygotowanie jest tak szybkie i proste, że nie jest to konieczne.

Smacznego!

niedziela, 21 września 2014

Pizza margherita

Moja pierwsza pizza wyszła bez konkretnego kształtu, niemniej jednak zaskakująco dobra ;) Wychodząc z założenia, że im mniej składników, tym lepiej, zdecydowałam się na klasyczną margheritę, ale oczywiście ilość dodatków jest uzależniona jedynie od Waszego gustu i fantazji ;) Jeśli lubicie eksperymenty z rodzajem i grubością ciasta, polecam stronę.

Składniki:
Ciasto:
- szklanka mąki tortowej
- 25 g drożdży
- łyżeczka oleju
- łyżeczka cukru
- pół szklanki ciepłej wody
Sos:
- puszka pomidorów bez skórki
- odrobina oleju
- łyżeczka bazylii
- łyżeczka oregano
- sól, pieprz
Dodatkowo:
- listki świeżej bazylii
- ser mozarella
- ulubione dodatki
Kolejność wykonywania zależna jest od tego, jakie ciasto lubimy - jeśli ma być puszyste, to od niego zaczynamy, jeśli chcemy pizzę na cienkim spodzie, w pierwszej kolejności zabieramy się za sos, a jest on banalnie prosty - do garnka wrzucamy całą zawartość puszki pomidorów, do tego olej (ok. 1 łyżeczki, nie więcej). Gdy całość się zagotuje, dodajemy zioła, doprawiamy solą i pieprzem, po czym dajemy się temu spokojnie pogotować przez jakieś 10 minut, aż pomidory się rozpadną. Jeśli będą oporne, sos przestudzamy i traktujemy blenderem ;)
Teraz kolej na ciasto. W ciepłej wodzie rozpuszczamy drożdże, dodajemy cukier, mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji, a gdy takową uzyskamy, wlewamy ją do miski z pozostałymi składnikami i wyrabiamy. To zdecydowanie najnudniejszy moment. Po około 15 minutach powinniśmy uzyskać ładną kulkę ciasta, z której następnie formujemy naszą pizzę na lekko natłuszczonej blasze, smarujemy ciasto sosem, na nim ląduje pokrojona w plastry mozarella oraz, jeśli macie ochotę, inne dodatki i czas do pieca ;) 180 st. C, około 15 minut pieczenia i nasz obiad jest gotowy. Gotową pizzę posypujemy listkami bazylii.
Moja pizza była na cienkim cieście, jeśli chcecie, by Wasze była puszyste, wystarczy wyrobioną kulkę odstawić w ciepłe miejsce na 10 - 20 minut. Im krócej będzie stało, tym mniej później wyrośnie ;)

Smacznego!

czwartek, 4 września 2014

Makaron z sosem śmietanowo - serowym

Kochani, przepraszam, że tak długo mnie tu nie było, miałam problemy z czytnikiem kart, przez co straciłam dostęp do najświeższych zdjęć, ale problem, na razie co prawda prowizorycznie, udało się rozwiązać ;) Dzisiejsza propozycja była moim pożegnaniem ze smacznym jedzeniem - na diecie takie rzeczy są niestety zbrodnią... Danie bardzo szybkie, ze składników, które większość ludzi stale ma w domu.

Składniki:
- 250 ml śmietany 18%
- 200 g startego żółtego sera
- 1 duża cebula
- 2 ząbki czosnku
- margaryna do smażenia
- sól, pieprz, chilli, gałka muszkatołowa
Jak pisałam powyżej, danie jest nad wyraz szybkie - wstawiamy wodę na makaron, w tym czasie cebulę kroimy w kostkę, a czosnek traktujemy praską, po czym lądują one na rozpuszczonej na patelni margarynie.
Gdy cebula się zeszkli, wlewamy śmietanę, ciągle mieszając trzymamy na ogniu kilka minut, następnie dodajemy ser i mieszamy tak długo, aż się rozpuści.
Teraz najtrudniejsza rzecz, czyli przyprawianie - musi być ono konkretne, bo śmietana i ser stanowią dość mdłą mieszankę - nie żałujmy soli, pieprzu i gałki muszkatołowej. Ja dodałam również szczyptę chilli, by całość stała się bardziej wyrazista Można wzbogacić sos natką pietruszki lub ulubionymi ziołami.

Smacznego!

niedziela, 17 sierpnia 2014

Hummus

Hummus wywodzi się z Bliskiego Wschodu, dokładnie z Libanu. Pasta bardziej arabska niż żydowska, a jednak nie wiadomo dlaczego głównie kojarzona z semitami. Wikipedia wspomina, że o hummus toczy się kulinarna wojna między Libanem a Izraelem. Mnie zasadniczo obchodzi jedynie to, że jest to smaczna alternatywa do kanapek ;)
Oryginalnie do hummusu powinno się używać pasty tahini, jeśli takową mamy, lista składników zmniejsza się o sezam i dwie łyżki oliwy. Ponadto używać powinniśmy oleju sezamowego. Ja takiego nie miałam, zastąpiłam więc oliwą i też wyszło :) Zamiast ciecierzycy z puszki spokojnie dodać można ugotowaną, pamiętając jednak o tym, że wymaga ona wcześniejszego namoczenia.

Składniki:
- puszka ciecierzycy
- 5 łyżek sezamu
- 3 łyżki oleju / oliwy
- 1 cytryna
- ząbek czosnku
- woda
- sól
Przygotowanie hummusu jest naprawdę bardzo proste - na suchej patelni prażymy sezam. Nie może się on przypalić, ale powinien być lekko zarumieniony.
Teraz już z górki - sezam wrzucamy do misy blendera, dodajemy do niego 2 łyżki oliwy, blendujemy na gładko (mamy już tahini!), następnie dodajemy ciecierzycę, czosnek, olej, sól i sok wyciśnięty z jednej cytryny. Ilość soli i soku jaką dodamy jest zależna od indywidualnych upodobań, stąd polecam kosztowanie w trakcie ;) Aby nasz hummus nie był zbyt gęsty, rozcieńczamy go wodą. Jeśli mamy ochotę na nieco pikanterii, można dodać chilli. Podajemy z pitą lub dowolnym pieczywem i ulubionymi dodatkami, może też z powodzeniem posłużyć za dip do warzyw.

Smacznego!





środa, 6 sierpnia 2014

Ogórki małosolne

Dziś w zasadzie uzupełnienie poprzedniego wpisu, gdyż ogórki małosolne robiłam dopiero przy okazji drugiej partii kiszonych ;) Składniki są dokładnie takie same, jak w tym przepisie, sposób przygotowania również, za wyjątkiem kilku drobnych różnic:
- nie używamy słoików, ogórki wraz z dodatkami umieszczamy w boncloku (nie mam pojęcia, czy to ogólnopolska nazwa, a jeśli nie, to jak takowa brzmi, tak czy siak to takie naczynie z kamionki z uszkami :D) albo plastikowym wiaderku;
- zalewa w tym przypadku nie jest wrząca - musimy ją przestudzić tak, by była ciepła, ale nie gorąca, najłatwiej sprawdza się to palcem - jak nie parzy, to jest dobra. Proporcje soli są dokładnie takie same, jak w przypadku ogórków kiszonych, stąd można robić je równocześnie;
- ogórków małosolnych nie przygotujemy na zimę - są gotowe po ok. 3 dniach;
- naszego pojemnika nie zamykamy, można go jedynie nakryć jakimś talerzykiem, żeby ogórki były równomiernie zanurzone;
- z tego co wiem, niektórzy do małosolnych nie dodają chrzanu. Moim zdaniem to duży błąd, ale jak widać, nie jest on konieczny ;)

Smacznego!

piątek, 1 sierpnia 2014

Zapasy na zimę - ogórki kiszone

Pamiętam z dzieciństwa, gdy mój tata przynosił do domu worek, a w nim 15-20 kg ogórków. Potem w dużym pokoju wykładaliśmy całą podłogę gazetami, na nich ustawialiśmy masę zbieranych przez cały rok słoików i zaczynała się zabawa, przesiąknięta zapachem kopru, czosnku i świeżego chrzanu. Wspaniałe czasy :)
Proporcji Wam nie podam, bo ich zwyczajnie nie ma, w kiszeniu ogórków wszystko zawsze jest "na oko" i dobrze, bo dzięki temu zawartość każdego słoika ma odrobinę inny smak :) Słoików używamy litrowych, takie są najwygodniejsze. Ogórki oczywiście im mniejsze, tym lepiej. Pozostałych składników tyle, żeby wystarczyło :)
Na podstawie tego przepisu możecie przygotować również pyszne ogórki małosolne.

Składniki:
- ogórki gruntowe
- koper włoski (cały)
- korzeń chrzanu
- czosnek
- woda
- sól
Ogórki myjemy i przygotowujemy słoiki. Ważne, by miały szczelne zakrętki. Do jednego litrowego słoika mnie wchodziło pięć ogórków, ale też nie były one najmniejsze, więc trzeba to oszacować. Polecam przygotowywać całość na podłodze wyłożeonej gazetami - tak jest najwygodniej ;) Czosnek obieramy i kroimy każdy ząbek na mniejsze kawałki. U mnie na 12 słoików poszły dwie główki. Z chrzanem postępujemy podobnie, tyle że bez obierania - wystarczy go tylko dobrze umyć, a następnie pokroić, o tak:
Szkoły są dwie - jedna mówi, by najpierw powciskać do słoików ogórki, a potem dodawać resztę, inna, która bardziej mi odpowiada, żeby postąpić zgoła odwrotnie. Tak więc najpierw w naszych słoikach ląduje mieszanka czosnku i chrzanu - nie musi być jej dużo, później jeśli coś zostanie, będziemy dosypywać ją na górę.
Następnie do słojów wciskamy ogórki i koper - bardzo dużo kopru - najpierw łodyżki pomiędzy ogórki, tak dużo, jak tylko uda nam się zmieścić, a następnie kwiatki na górę. To od ilości użytego kopru zależeć będzie końcowy smak, więc na tym nie oszczędzamy ;)
Teraz czas na wodę z solą, którą musimy zagotować. Proporcja jest prosta - 1 kopiasta łyżka soli przypada na 1 litr wody. Gdy całość się zagotuje, gorącą wodą zalewamy nasze ogórki, natychmiast je zakręcamy i odstawiamy do góry dnem, by nakrętka dobrze się "zassała". Po kilku godzinach odwracamy je z powrotem i sprawdzamy, czy któraś nakrętka nie przecieka, jeśli jest ok, chowamy słoiki do spiżarki i niech czekają na zimę :)

Smacznego!

Przetwory